Następnego dnia, a raczej ranka, gdyż słońce zaledwie co weszło na horyzont, Aryen czekała już na Riannę ostrząc miecz o wielki głaz. Po krótkim czasie ujrzała biegnącą ku niej dziewczynę.
-Spóźniłaś się. -powiedziała obojętnym tonem wpatrując się w ostrze.
-Dopiero świta.
-Słońce pojawiło się na horyzoncie parę minut temu. Przyszłaś o parę minut za późno.
Szatynka zacisnęła pięści i wzięła głęboki oddech.
-Poprawię się.-odpowiedziała twardym głosem.
Ayren westchnęła. Nie łatwo będzie spowodować by wycofała się ze swoich zamiarów bycia zwiadowcą.
-Tym razem ci daruję, jednak jeśli jutro nie stawisz się punktualnie, nie będę na ciebie czekać. Poświęcam swój czas. Równie dobrze mogłabym jeszcze spać.
-Obiecuję, że się nie zawiedziesz.-spojrzała jej prosto w oczy.
-Nie rzucaj słów na wiatr.
-Moje słowa są prawdziwe.
-Zatem, weź do ręki miecz. -rudowłosa wskazała na drugi miecz oparty o skałę, a sama stanęła w pewnej odległości od Rianny. -i walcz ze mną- dokończyła po chwili.
Szatynka stanęła przed nią trzymając mocno miecz. Ayren czekała aż ta zrobi pierwszy ruch i wkrótce doczekała się. Dziewczyna zrobiła szybki krok w jej stronę, a miecz skierowała prosto na nią. Ruda odparła atak po czym zwinnym ruchem miecza wytrąciła swojej ''przeciwniczce'' broń.
-Robisz podstawowe błędy. Nadal chcesz zostać zwiadowcą?
-Tak. -odpowiedziała ze stuprocentową pewnością.
-Zawsze czekaj na ruch przeciwnika. -po chwili zaatakowała, oczywiście brunetka miała już miecz w ręce. -Pamiętaj, że musisz wyczuć przeciwnika. W starciu ze smokiem to ci się raczej nie przyda, lecz z człowiekiem tak.
-Czyli mam dać przeciwnikowi pierwszy ruch?
-Dokładnie.-powiedziała, po czym bez ostrzeżenia zaatakowała. Riannie z trudem udało się odeprzeć atak. - Spróbuj dostrzec pewne szczegóły. Rozumiesz?
Narracja Rianna:
- Szczegóły... - Zmrużyła lekko oczy, spoglądając zamyślona w ziemię. Po chwili ścisnęła mocniej miecz w ręce i posłała Ayren wyzywające spojrzenie.
- A więc chcesz walczyć dalej? - rudowłosa z nutką ironii w głosie uniosła jedną brew z dezaprobatą.
- Pewnie, że chcę. Nie poddam się tak łatwo.
- Rozumiem - westchnęła - a więc pokaż mi, na co cię stać - zmrużyła oczy, gotowa na atak ze strony Rianny. Szatynka wzięła głęboki wdech, po czym pewna siebie ruszyła na Ayren. Stal skrzyżowała się ze sobą, rodząc tłum iskier i nieprzyjemny dla ucha dźwięk. Rianna w ostatniej chwili uskoczyła przed ciosem rudowłosej, która nie tracąc zimnej krwii naparła mieczem na szatynkę. Dziewczyna straciła równowagę i z łoskotem przywaliła ziemię. Zmrużyła oczy, szybko zbierając się na równe nogi. W tym samym momencie, Ayren, wytrąciła miecz z ręki szatynki, która nim zdążyła się obejrzeć, znów leżała na ziemi z metalem pod gardłem.
Jej klatka piersiowa unosiła się szybko do góry i opadała. Z czoła spływały pojedyncze krople potu. Jej twarz była cała czerwona od nadmiaru wysiłku.
- Na dzisiaj koniec - zakomunikowała oschle Ayren, zabierając ostrze.
- Ale... Ja chcę jeszcze ćwiczyć! - krzyknęła zbulwersowana szatynka, nadymając buzię.
- Rianna, spójrz na siebie.
- Wiem, że nie wyglądam najlepiej, ale dam jeszcze radę!
- Nie chodzi mi o to. Powiedz mi: Kim tak naprawdę jesteś? Nie należysz do tego świata, a chcesz za wszelką cenę stać się tym, kim nie jesteś.
- Ja... - Rianna stanęła jak wryta. Z jednej strony Ayren miała rację. Bo niby jak ona mogła stać się kimś, kim tak naprawdę nie jest i możliwe, że nigdy nie będzie.
- Może i masz rację - ciągnęła po chwili - może i nigdy nie zostanę zwiadowcą. Nigdy jednak się nie dowiem, póki nie spróbuje. Poza tym, praktyka czyni mistrza - uśmiechnęła się do przyjaciółki. Rudowłosa westchnęła głęboko i odwróciła się tyłem do szatynki.
- Zginiesz tam, Rianna... - szepnęła, po czym chowając miecz do pochwy, odeszła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz