Wszyscy kiwnęli głowami, po czym podeszli do swoich koni, chcąc je uspokoić. Ria wzrokiem szukała swojej klaczy, jednak nigdzie nie mogła jej dostrzec. Pewnie przez ten wszechobecny harmider spłoszyła się.
Dziewczyna rozglądała się, kręcąc w miejscu i wygwizdując, jednak ani to nie dawało rezultatu.
Sean podjechał na swoim czarnym ogierze do Rianny.
- Twój koń musiał się spłoszyć, później go znajdziemy. Tym razem pojedziesz ze mną. - powiedział i wyciągnął do niej dłoń. Od samego początku wątpił w nią, jednak dziś, trzeba było przyznać, że musiał zmienić o niej zdanie
- Hm? - spojrzała się na niego zdziwiona, przez chwilę milcząc. Na jej twarzy jednak zakwitł szeroki uśmiech, a ona złapała dłoń chłopaka i wdrapała się na jego ogiera, usadawiając w siodle.
Reszta pogromców i zwiadowców również siedziała już w siodłach, czekając tylko, aż Sean wraz z Rią będą gotowi.
- Tylko nie spadnij, trzymaj się mocno. - mruknął i po chwili jechali na czele grupy. Po lewej stronie jechał Lucas, a obok niego Keyli, a po prawej Ayren i Ren. Reszta zwiadowców jechała za nimi. Wyglądali niczym jedna, wielka armia, zaś płaszcze Pogromców powiewające z tyłu, nadawała im tajemniczości.
- Tak się zastanawiam...Czy to nie będzie dziwnie wyglądało, że wracacie tak wcześnie? -zapytała Ayren, gdyż miała pewne wątpliwości co do przyszłego świętowania
- Wiadomo - mruknął Sean. - Jednak walczyliśmy ze smokami. Taki mały szczegół w tym wszystkim. Jak na razie lepiej będzie, gdy wrócimy i zdamy raport z tego wszystkiego - dodał, znów wpatrując się przed siebie w pokonywaną drogę.
- Ale fakt, z mapami trzeba coś zrobić - wtrącił się Ren, jadący obok Ayren. Jemu w pewnym stopniu ta sprawa również nie dawała spokoju.
- Tak w ogóle to skąd wiedzieliście, że mamy kłopoty? - zapytał Sean. Dopiero teraz uświadomił sobie, że to dziwne iż się pojawili. Ren spojrzał na rudowłosą.
- Ayren miała widzenie. - odpowiedział mu cicho. - No, a ja umiałem sprecyzować wasze położenie.
Sean przyjrzał im się zdziwiony i uniósł obie brwi.
- Naprawdę? - wypalił po chwili, jednak szybko się opanował. - W każdym razie, dziękujemy. Gdybyście się nie pojawili, na pewno byłoby już po nas. Kto by pomyślał, że mapy mogą być złe i zaprowadzić nas do nikad? - westchnął.
- Ponoć należały one kiedyś do pewnego zwiadowcy... - szepnęła Ayren.
- Skąd to wiesz? - pochwycił Lucas
- Wysłano ją po te mapy.
- ... Wiecie, że...skoro są złe to mogą ją oskarżyć o podmianę ?! - Sean zacisnął mocniej wodze. - Zazwyczaj wysyła się minimum dwie osoby, aby jedna drugiej mogła być świadkiem...
- Co!? - krzyknęli wszyscy jednocześnie, spoglądając na Seana. Nawet Ria siedząca z tyłu za chłopakiem, nie zdążyła się powstrzymać i prawie, że wydarła się mu do ucha. Szybko zakryła usta dłonią, spoglądając po innych.
- Jak to, do więzienia? - spytał spokojnie Ren.
- Mogą stwierdzić, że to ona podmieniła mapy - wyjaśnił Sean.
Ayren milczała, nie wdając się w dyskusję. Sean miał rację, choć nie brała tego wcześniej pod uwagę. Wzięła głęboki wdech.
- Nawet jeśli, to powinniśmy wyjaśnić te sprawę. - powiedziała dość spokojnym głosem, choć na myśl o lochu delikatnie zadrżała jej ręka.
- Porozmawiamy o tym, tak czy siak, gdy wrócimy. Nie zaprzątajmy sobie teraz tym głowy - wtrąciła Keyli, chcąc rozładować napięcie. Każdy w tym momencie poczuł się niezręcznie na myśl i lochach i więzieniu. Nikt nie chciał, aby Ayren trafiła do lochu.
Nastała niezręczna cisza. Ayren spoglądała tylko przed siebie, unikając wzroku innych. Wyobraziła sobie jak zostaje zamknięta w podziemiach lub w jakiejś wieży. W małych oknach powstawiane kraty, przez które słabo dochodzą promienie słońca. Załamała by się tam. Po jej ciele przeszedł zimny dreszcz.
- Hej, patrzcie, zaraz będziemy! - zaśmiała się Keyli i zaczęła kłusować wkoło wszystkich, nucąc jakąś piosenkę. Chciała w ten sposób rozładować napięcie, które przed chwilą znacznie wzrosło.
Ria uśmiechnęła się lekko, po czym postanowiła pomóc blondynce w śpiewaniu. Reszta zwiadowców, oraz Ren uśmiechnęli się, wsłuchując w melodie.
Ayren zarzuciła na głowę kaptur od peleryny. Nie chciała by ujrzeli jej smutne oczy. Po co miała ich jeszcze dodatkowo martwić? Pokonali dwa smoki, więc to powinien być ich szczęśliwy dzień, tym bardziej, że gdyby nie zwrot akcji, mogliby już dawno nie stąpać po tej ziemi. Zerwał się mocny wiatr, więc przytrzymała kaptur jedną ręką. Powinna się cieszyć, że było już po wszystkim, jednak to, czego się bała, miało niedługo nadejść. To takie śmieszne. Jeszcze chwilę temu mogła zginąć, a teraz jej lękiem było zamknięcie w lochu
Po jakimś czasie zwiadowcy wraz z pogromcami smoków dotarli do wioski. Już na wejściu napotkali zdziwione i zmieszane spojrzenia mieszkańców, którzy przypatrywali się im, nie kryjąc swoich uczuć. Wszyscy jednak jechali w milczeniu, nie odzywając się do innych ani słowem.
Rudowłosa wzięła parę oddechów i ściągnęła kaptur z głowy. Patrzyła w dal, ku zamkowi, nie zwracając uwagi na innych ludzi. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji...Może jedynie powagę, którą utrzymywała jak kamienną maskę. Weszli po ścieżce na samą górą, po czym nie długo znaleźli się przed głównymi wrotami zamku.
Zsiedli z koni, pozostawiając je pod opieką jednego z zamkowych strażników, po czym skierowali się w stronę zamku.
Już w czasie drogi, tak samo jak i wcześniej, towarzyszyła im grobowa cisza. Ren szedł trochę z tyłu, trzymając dłoń Ayren, aby dodać jej nieco otuchy. Sam miał nadzieję, że to dobrze się skończy.
21:50
Ayren ścisnęła mocniej jego dłoń. Zazwyczaj nie okazywała lęku, ale tak naprawdę bała się. Jedna ze służek zapowiedziała ich wizytę, po czym wpuszczono ich do sali tronowej. Sam król był zaskoczony ich nagłym przybyciem. Wszyscy weszli do środka.
- A więc, co was sprowadza tak wcześnie? -zapytał król.
Wszyscy ukłonili się, a następnie przed wszystkich wystąpił Sean.
- Powodem naszej wizyty jest atak dwóch smoków. Białego i czarnego.
- Smoków? - zdziwił się król.
- To mapy - wtrącił się Ren. - Ayren miała je dostarczyć. Jednak, królu, były one.. Fałszywe. Ona jednak nie jest temu winna. Nie wiedziała o tym.
- To prawda, mapy były niedokładne. Określały miejsce pieczar, których tak naprawdę w danym miejscu nie było. W ten sposób wpadliśmy najprawdopodobniej w pułapkę. - wyjaśnił Sean.
Król zamruczał cicho pod nosem w namyśle, przyglądając się całej reszcie.
- A ktoś był z tą dziewczyną?
- Nie, panie - odparł Ren. - Jednak to nie zmienia faktu, że jest niewinna.
- Niech król zrozumie, ona nie wiedziała - dodała Keyli, chyba pierwszy raz tego dnia spokojnie i będąc w pełni opanowana.
- Panie, chyba nie uniewinnisz ot tak tej dziewczyny i nie uwierzysz im na słowo? -odrzekł jego doradca. - Jeśli mieszkańcy dowiedzą się, że wierzysz wszystkich bez dowodów, co wtedy o tym pomyślą?
- Masz po części rację, Kornelusie... - król zaczął się wahać
- Ale panie, proszę rozważyć tę decyzje! - wtrąciła się Ria. - Ona naprawdę nie zrobiła nic złego!
- Cisza! - zagrzmiał król. - Zapraszam moich doradców na naradę. Wy, zaczekajcie tutaj - zwrócił się do reszty.
- Gdy pojechałam po te mapy, sama nie wiedziałam, po co jadę. Myślałam, że jadę tylko po to, aby dostarczyć list...- szepnęła Ayren.
- Skoro tamten zwiadowca zginął, a mapy przetrwały, możliwe jest, że nie by on twórcą tych map i to właśnie przez nie mógł trafić w taką samą pułapkę jak my... -zaczął myśleć na trzeźwo Ren, jednak bał się ostatecznego werdyktu.
20:12
Król zmarszczył czoło, widocznie lekko zirytowany zaistniałą sytuacją. Po chwili westchnął ciężko i przymknął oczy, rozmasowując pulsujące skronie.
- Dajcie mi pół godziny czasu. I pokażcie te mapy, skoro twierdzicie, że są fałszywe. Na ten czas poczekajcie w holu.
Wszyscy niechętnie kiwnęli głowami, a Sean podszedł do monarchy j wręczył mu mapy. Następnie wszyscy opuścili sale tronowa.
Ayren nadal trzymała w mocnym uścisku dłoń Rena. Była zdenerwowana, więc jej serce biło o wiele szybciej. Już nie długo miał się okazać werdykt króla . Ponownie przegryzła nerwowo wargi.
Wreszcie po mogło by się wydawać najdłuższych pół godzinach w ich życiu - król ponownie zawołał ich do sali. Tym razem jego wyraz twarzy zmienił się nieco. Wyglądał surowo, jednak również i nieco obojętnie. Ria na pewno była wielce zdziwiona, czy w ogóle się tak da. Jednak to jest król. Królowi ponoć wolno wszystko.
- Zdecydowałem - oznajmił w końcu, zasiadając ponownie na tronie. - Pogromczyni zostanie zatrzymana w lochu na noc, podczas, gdy my podejmiemy ostateczną decyzję. Takie jest moje ostatnie zdanie, dziękuję, możecie opuścić salę. Straże, oskarżoną wprowadźcie do lochów.
- Nie... -szepnęła Ayren i spojrzała przerażona prosto w oczy Rena.
- Wrócimy po Ciebie, obiecuję. - złożył jej obietnicę. Nagle coś przypomniało się Ayren. Coś a raczej ktoś, kto może jej pomóc.
-Tamarel, Roselland. - tylko to zdążyła powiedzieć za nim strażnicy zabrali ją do lochów.
Rima ♥ Nemi
środa, 25 czerwca 2014
piątek, 13 czerwca 2014
Czerń, biel i krew
Chłopak zmrużył delikatnie oczy, już któryś raz z kolei wpatrując się w zamazane kształty i litery na mapie. Dał znak wierzchowcowi, aby ten zaprzestał galopu i spokojnie stanął w miejscu. Gdy koń usłuchał jego komendy, brunet poklepał go po szyi uspokajająco, uśmiechając się delikatnie pod nosem. Następnie westchnął ciężko, ponownie podstawiają sobie pod nos kawałek papieru. Coś mu tu nie pasowało. I to bardzo. Mapa, nie dość, że wykonana prymitywnie, nie wskazywała dobrego kierunku. Ani dobrego, ani dokładnego. Bardziej, jakby małe dziecko łapiąc w ręce kredki, zaczęło bazgrać po kartce w nieświadomym celu.
- Hej, Sean, co się stało?
Brunet odwrócił się i ujrzał za sobą jednego z pozostałych zwiadowców, którzy wyruszyli z nim na tę wyprawę. Jedyny szczegół był w tym taki, że ów chłopak nie był zwykłym zwiadowcą, a jego przyjacielem. Jednym z nielicznych, którzy zdołali tolerować jego osobę i jego charakter.
- Sam nie wiem - przyznał zgodnie z prawdą, ciskając wściekle Bogu ducha winnym skrawkiem papieru.
- Spokojnie, spokojnie. Wyżywając się na mapie, niczego nie odmienisz. Mogę?
- Masz - odparł sucho, podając przyjacielowi kartkę. Chlopak imieniem Lucas zmarszczył czoło, na które opadły zmirzwione kosmyki kasztanowych włosów i zmrużył delikatnie piwne oczy w niemym skupieniu, przyglądając się zarysom liń i liter. Sean w tym czasie przyglądał mu się cierpliwie, czekając, aż Lucas w końcu skończy i odezwie się. Podziwiał go. Najbardziej chyba za to, że potrafił zachować stoicki spokój, a czasami i jego nawet stemperować, gdy nerwy puszczą mu na wodzy. Mimo, iż Sean był uważany za jednego z najlepszych zwiadowców, miał i swoje wady, do których rzadko kiedy się przyznawał. Tak samo również, jak nigdy nie przyznał się do tego, jak bardzo Lucas jest mu potrzebny.
- Sean... Nie chcę mówić hop do przodu, ale...
- Jesteśmy najbliżej jednej z pieczar smoka - dokończył brunet.
Blondowłosa dziewczyna wybiegła czym prędzej z piekarni w poszukiwaniu Ayren. Miała bardzo złe przeczucia, z którymi najpierw chciała podzielić się z nią, niż z Rianną.
W końcu, gdy udało jej się ją odnaleźć, dopadła do dziewczyny.
- Ayren! Coś się stało, na pewno!
- Keyli? O co chodzi? Uspokój się - powiedziała dość łagodnym głosem. - Weź parę oddechów i mów. - poradziła jej, gdyż blondynka była bardzo zdyszana.
Dziewczyna odetchnęła parę razy, po czym powiedziała już dość spokojnie.
- Czuję, że dzieje się coś złego, Ayren. To pewnie chodzi o Seana i resztę. Sama wiesz. Musimy coś zrobić! - znów prawie, że krzyknęła, czując jak ponoszą ją emocje.
Rudowłosa zacisnęła wargi. Przeczucia Keyli już nie jeden raz się spełniły... A jeśli to prawda, to przecież po części jest jej wina. W końcu ona dostarczyła te mapy.
- Nawet jeśli to co... - zaczęła, jednak urwała, a jej oczy otworzyły się szerzej. Doznała widzenia. Przed oczyma stanął jej ogromny smok, z którym walczyli zwiadowcy.. A wśród nich Sean. Czy to co zobaczyła działo się w tej chwili? Czy miało nastąpić? A może już się wydarzyło? Tego nie wiedziała.
- Keyli... Zawołaj Rena... - wydukała z trudem.
Jasnowłosa przez krótką chwilę wpatrywała się w Ayren, po czym kiwnęła głową i czym prędzej popędziła po szatyna, który w tym momencie zajmował się końmi.
- REN! - krzyknęła już z oddali, biegnąc co sił w nogach. Chłopak oderwał się od pracy i spojrzał w stronę blondynki.
- Keyli? Co tu robisz? Stało si..
- Nie ma czasu na wyjaśnienia! - przerwała mu w połowie i pociągnęła siłą za sobą. - Chodź, rusz się!
Ayren usiadła pod ścianą, zasłaniając sobie dłonią oczy. Przecież nie weszliby prosto do pieczary...Nie...tam nie było żadnej pieczary. Bardziej pustkowie. Piach, skały... i zwiadowcy. Oby to się jeszcze nie wydarzyło...Co jeśli to...
- Ayren! - ktoś do niej krzyknął wybudzając ją z transu. Poderwała się do góry, przytrzymując się ściany.
- Sean...Oni wszyscy są w niebezpieczeństwie... To musiała być ... pułapka.- Pulapka? - spytał, mrużąc delikatnie oczy. - Ale... O co chodzi? Nie jestem w temacie.
- Mapy! Sean i zwiadowcy dostali złe mapy! Teraz są w niebezpieczeństwie! - wykrzyczała blondwłosa, a w jej oczach zabłysły iskierki przerażenia.
- Kto w niebezpieczeństwie? - do rozmowy nagle przyłączyła się Ria, spoglądając po wszystkich niepewnie. - Hej.. O co chodzi?
- Smoki...zaatakowały zwiadowców...Nie jeden...Dwa...- wypowiedziała, gdy nawiedziła ją kolejna mglista wizja, gdzie tym razem smok miał inny kolor. - To wszystko było zaplanowane...To pułapka. Nie ma tam żadnej pieczary... Oni... oni tam mogą zginąć! Wszyscy!- Co!? - wykrzyczała tym razem Ria. - Musimy ich ratować! Jedźmy tam!
- My tak, ale nie TY, Ria - rzekł twardo Ren.
- Muszę jechać! Pomogę wam! - upierała się przy swoim, mierząc ich uparcie wzrokiem.
- Nie. Nie jesteś jeszcze gotowa. - odpowiedziała chłodno rudowłosa. - Będziesz nam tylko zawadzać. - powiedziała, wiedziała, że dziewczyna chce pomóc, ale musiała to powiedzieć, mimo, że nie było to zbyt miłe.Zamilkła na chwilę, jakby ktoś nagle wymazał z jej głowy zastosowanie wszystkich literek. Pusto wpatrywała się w rudowłosą, czując rosnący w sobie gniew.
- To co, że nie mam jakiś mocy, nie jestem świetna w walce! Nigdy nic mi nie wychodziło, myślałam, że tu będzie inaczej! - wykrzyczała, odchodząc zła. Z jednej strony ulżyło jej, a z drugiej wiedziała, że zachowała się nie fair.
Rudowłosa westchnęła wpatrując się jak dziewczyna odchodzi.
- Ren, umiałbyś wytropić Seana? - zapytała go po chwili. Ona sama wiedziała nie wiele. Piach i skały.- Pewnie tak. Dajcie mi chwilę - powiedział chłopak, zamykając na chwilę oczy i skupiając się. Wychodziło mu to jednak z trudnością, gdyż chodząca w kółko i gadająca Keyli nie ułatwiała sprawy.- Dookoła ma być tylko piach i skały...Wszędzie pustka. - opisywała jak mogła miejsce, które zobaczyła, a raczej mgliste urywki.
-Keyli... uspokój się, chodzeniem w kółko nic nie zdziałasz.
- No.. BO JA JUŻ NIE WYCZYMIE!
- Keyli!
- Co!? - wrzasnęła, a Ren pokręcił tylko głową.
- Wiem, gdzie oni są. Powinniśmy dotrzeć tam konno, jednak musimy się pośpieszyć.Po chwili zasiedli na konie i czym prędzej wyruszyli galopem na południowy zachód.
- Daleko jeszcze?! -krzyczała Keyli coraz.
- Obyśmy tylko zdążyli... -szeptała do siebie Ayren zaciskając mocniej wodze. Jeśli coś się stanie...To będzie jej wina.Już z oddali dało się widzieć kłęby dymu wznoszące się ku niebu i znikające w chmurach. Przeraźliwy ryk raz po raz przecinał powietrze i zagłuszał ciszę, a ziemia drgała nieprzyjemnie.
- Pośpieszmy się! - ponaglała Keyli
- Keyli! Jeśli nam się uda, już zawsze będę wierzyć Twoim przeczuciom! -krzyknął do niej Ren.
- Ja również! - dodała ruda, a w ten przed nimi ukazała się bitwa ze smokami. Jeden miał ciemne łuski, drugi zaś jasne, jednak oba były olbrzymie.- I SŁUSZNIE! - dodała, podkreślając każde ze słów. Gdy jednak dostrzegła przed sobą rozgrywającą się bitwę, zamarła, a jej źrenice rozszerzyły się gwałtownie.
- Sean! - krzyknęła do chłopaka, który próbował przetrwać wraz z innymi zwiadowcami.Chłopak na chwilę spojrzał w ich kierunku i zdziwił się ujrzawszy ich, jednak w głębi ducha ucieszył się, lecz do jego głowy przyszedł rozsądek.
- Uciekajcie z tond! - krzyknął.
Wiedział, że nie dadzą sobie rady.
Chciał, by przynajmniej oni przeżyli.- Nie ma mowy! Nie pojedziemy bez ciebie! - krzyknęła Keyli, a Ren dodał:
- Nie udawaj chojraka, Sean!
Szatyn również zdawał sobie sprawę, że mogą nie wygrać. Mogą nie przeżyć.
W tym samym czasie brązowowłosa dziewczyna przemierzała galopem pustkowia, podążając śladem pogromców smoków. Modliła się w duchu, aby tylko zdążyła i nie zapomniała drogi, jaka jechali.
Sean zmierzył ich wzrokiem, po czym przegryzł wargę. Wiedział, że bez nich nie dadzą rady...a z nimi? Może uda im się zdobyć trochę na czasie i coś wykombinować? Machnął do nich ręką.
- Ale jak zginiecie, to nie moja wina. - mruknął, choć tak naprawdę po części był szczęśliwy, że ich zobaczył.Kiwnęli głowami, a na ich twarze na chwilę wstąpiły uśmiechy. Podjechali bliżej chłopaka, szukając broń w walce ze smokami. Mogło to wydawać się bezsensownym pomysłem, gdyż przeciwko nim walczyły dwa, dorosłe gady, które jednym machnięciem ogona zmiatały z powierzchni cały las. Jednak oni nie mieli zamiaru się poddawać.
Ren wyjął łuk, po czym zaczął ciskać ognistymi strzałami w błony między skrzydłami smoków. Te jednak zdawały się nic nie czuć, jakby strzałami były maleńkie owady.
Keyli natomiast ciągle znikała i pojawiała się, chcąc ratować tych, którzy byli na granicy życia i śmierci.
Ayren wyjęła sztylety oraz przygotowała w razie konieczności miecz. Popędziła konno. Jeden rzut sztyletem był chybiony, drugim trafiła w oko czarnego smoka. Zdołała również osłonić jednego zwiadowcę i odeprzeć z trudem ogon smoka. Na polu bitwy działo się bardzo dużo, a przecież minęło dopiero parę sekund.Nagle jednak potężny ryk odbił się echem od okolicy. Czarny gad skierował swój wzrok na zwiadowców, oraz pogromców smoków, a w jego ślepiach zapłonęła czysta nienawiść. Zerknął katem oka na swojego białego kompana, a oba smoki zwróciły się ku ludziom. Wydając z gardzieli chrapliwy warkot, wyszczerzyły kły, zionąc ogniem. W ten przez wszechobecny wir walki przebił się przygłuszony krzyk Rianny.
- NIEEEEE!
- Rianna... -wyszeptał Sean odwracając się w kierunku, z którego usłyszał głos, jednak nie mógł jej dostrzec, przez dym kurzu i piasku, który unosił się wszędzie dookoła. Widoczne były tylko cienie smoków, które kursowały nad nimi, wypatrując pojedynczych ofiar. Nagle jeden ze smoków, a konkretniej biały, wzleciał w powietrze i runął na ziemię tuż przed Rianną, stając na wielkich, zakończonych ostrymi szponami łapach. Dziewczyna z wrażenia spadła z konia, który przerażony stanął dęba, a następnie podbiega. Oczy szatynki rozszerzyły się z strachu, gdy gad przybliżył swój pysk do niej, spoglądając na nią złotymi ślepiami. Mogło by się wydawać, że gad pożre dziewczynę. Ten jednak zamiast tego, odwrócił się gwałtownie i z dzikim rykiem zaatakował czarnego smoka.Sean przypatrywał się temu wszystkiemu z takim samym zdziwieniem, jak pozostali. Otrząsnął się z szoku i podbiegł do szatynki, by jej pomóc wstać. - Jak ty to... - zaczął, lecz gdy spojrzał na nią uznał, że sama tego zapewne nie wie.Milczała przez dłuższą chwilę, sama nie do końca jeszcze świadoma tego, co się stało. Gdy jednak wszystko powoli do niej dotarło, wstała z ziemi, lekko trzęsąc się i spojrzała na dwa walczące teraz ze sobą smoki. Biały gad zupełnie sprzeciwił się swojego kompanowi, teraz próbując zabić jego.
- Czy możecie mi powiedzieć co tu się właściwie dzieje? - podeszła do nich Ayren, a razem z nią Keyli i Ren, którzy również nie wiedzieli, co o tym sądzić. Dwa smoki walczyły ze sobą, na śmierć i życie, a przecież nie dawno widzieli jak oboje atakowali ich samych. - Sama nie wiem... - przyznała po chwili Ria z otępiałym wyrazem twarzy. Po chwili jednak dotarło do niej, że biały smok tak naprawdę próbował skontaktować się z nią telepatycznie, jednak jej umysł był zamknięty, a wszystko dookoła strasznie rozpraszające.
- Ria! W porządku? Miałaś za nami nie jechać! - powiedziała zbulwersowana Keyli, nadymając buzię i oglądając szatynkę, czy aby nie jest ranna.
- Nie. Miałam nie jechać z wami, ale nie wspominaliście, że nie mogę jechać za wami...- zaśmiała się nerwowo, chcąc jakoś złagodzić sytuacje.
Ayren tylko pokręciła głową.
- Może jednak się na coś tu przydasz... -mruknęła niechętnie i uśmiechnęła się trochę, gdyż nie chciała narażać jej niepotrzebnie, szczególnie, że nie umiała jeszcze władać bronią. - Serio? - w oczach dziewczyny pojawiły się wesołe iskierki. Po chwili jednak potrząsnęła gwałtownie głową i przybrała poważny wyraz twarzy.
- Na pewno się przydam! - zasalutowała, spoglądając ukradkiem w kierunku smoków.- O ile nie będziesz pchała się do walki i uda ci się jakoś znów użyć tego czegoś, by tamten smok ciebie słuchał... -powiedziała rudowłosa niepewna swych słów. Nad ich głowami rozgrywała się właśnie walka, która decydowała o tym czy przeżyją.
Przez chwilę naszły ją wątpliwości. Nie była pewna tego, czy ponownie uda jej się nawiązać kontakt ze smokiem, a co najważniejsze, ponownie nad nim zapanować. Chciała jednak zrobić co w jej mocy.Nagle wszystkich ogłuszył potężny ryk cierpienia i bólu czarnego smoka, a później białego, gdy czarnemu udało się złapać go za szyję.
-Szybko! Za skały! -krzyknęła Ayren i pociągnęła za sobą Rianne. Gdy tylko zdołali się oddalić i ukryć za skałami, nastąpił wielki huk, gdyż oba smoki wylądowały na ziemi. Czarny był nieco większy od białego, jednak miał uszkodzone jedno oko. Biały zaś miał lekko poszarpane lewe skrzydło, jednak nadal mógł latać. Obchodzili dookoła siebie nawzajem nie spuszczając siebie z oczu. Czarny warknął na niego a z jego paszczy wydobył się ogień. Czyżby chciał przyporządkować sobie znów białego smoka?Ria poczuła przez chwilę dziwne uczucie. Przez jej ciało przeszła gorąca fala, a w głowie usłyszała głośny ryk. Wychyliła się zza skał, chcąc lepiej przyjrzeć scenie. Stanęła sparaliżowana, gdy zauważyła jak biały smok powoli zaprzestaje walki z czarnym. Zacisnęła pięści, mrużąc oczy, a po chwili krzyknęła głośno.
- Nie słuchaj go! Walcz!
Biały gad zwężyl złote tęczówki, a z jego gardzieli wydobył się ogłuszający ryk, gdy znów rzucił się na czarnego, zaciskając szczeki na jego gardle.Walka była z początku wyrównana, jednak później wygrana zaczęła przechylać się na stronę białego smoka, który na koniec zacisnął mocno szczęki na gardle swojego przeciwnika, a gdy go puścił, wyczerpany smok prawie do granic możliwości, przywarł pyskiem do ziemi, składając mu pokłon i odleciał co raz oglądając się czy aby ten za nim nie leci.Wielkimi oczami przyglądała się scenie, gdy biały smok pokonał swojego przeciwnika. Gad zaryczał zwycięsko, unosząc łeb do góry i szczerząc triumfalnie kły.
- Co teraz? - spytała Keyli. - Zaatakuje nas?! - przytuliła się do ramienia Ayren, wytrzeszczając oczy. - Rianna... - odetchnęła głęboko, gdyż nie wierzyła w to, co mówi - Podziękujmy mu. - odpowiedziała, a Keyli odskoczyła od niej.
- Zwariowałaś?! On ją pożre! - krzyknęła.
- Zazwyczaj boimy się tego czego nie znamy... Ale... Wierzę w Rianne i wiem, że poradzi sobie. - powiedziała a wszyscy spojrzeli na nią zdziwieni. Kto mógłby spodziewać się po niej takich słów?
-Rianna, będę cię asekurować, a wy wszyscy schowajcie broń. Nie chcemy przecież aby źle nas zrozumiał. -powiedziała, po czym sama schowała miecz do pochwy.
Dziewczyna kiwnęła głową i uśmiechnęła się do rudowłosej.
- Dziękuję, Ayren - powiedziała, po czym odwróciła się w stronę smoka, idąc w jego kierunku. Gad wlepił w Rianne swoje spojrzenie złotych oczu, składając skrzydła. Białe jak śnieg łuski zalśniły w blasku zachodzacego z wolna słońca. Smok wydał z siebie nic nie znaczący pomruk, kątem oka spoglądając na Ayren.
- My... - zaczęła niepewnie szatynka, na poczatku bawiąc się palcami u dłoni. Po chwili jednak odchrzaknela i wyprostowała się: - Dziękujemy za pomoc. Bez ciebie nie dalibyśmy rady.
Smok ledwo widocznie.. usmiechnął się? I kiwnął delikatne łbem.Ayren ukłoniła się w pasie stojąc tuż obok Rianny. W przyszłości na pewno będziesz kimś niezwykłym. - pomyślała, po czym spojrzała na smoka który wzbił się w powietrze, okrążył ich w powietrzu i wzniósł się jeszcze wyżej i wyżej, aż znikł im z oczu. Będziesz wspaniałym Pogromcą Smoków... Nie. Władcą Smoków. - uśmiechnęła się do swoich myśli oraz do Rianny, która wykazała sie odwagą, a także dzięki nim wszyscy tutaj zawdzięczali życie. Jej i smokowi. - Odleciał... - szepnęła sama do siebie, zagłębiając się we własne rozmyślania. Po chwili jednak poczuła jak coś skacze jej na plecy, a sama dziewczyna przewróciła się pod ciężarem i przywitała z ziemią.
- Keyli!?
- Ria! Żyjesz! - zaśmiała się blondynka. Ren uśmiechnął się pod nosem i podszedł do rudowłosej, obejmując ją w pasie.- Powiedzmy, że zdałaś "pierwszy test", ale nie myśl sobie, że odpuszczę Ci jutro trening o świcie. - powiedziała Ayren, widząc leżącą bohaterkę dnia.
- No i wróciła stara Ayren! -zaśmiała sie Keyli.
- Ale najpierw świętowanie zwycięstwa! - powiedział Ren i cmoknął rudą w policzek przez co trochę sie zarumieniła i wyswobodziła się szybko z jego objęć. Jeszcze nie przywykła do okazywania uczuć, a już szczególnie gdy wokół było tyle osób. - Eghem...Świętowanie będzie musiało zaczekać. Najpierw musimy dokładniej przeanalizować te mapy. - powiedział Sean. - Te! Te! Te! - wysylabizowała ironicznie Keyli, podchodząc do Seana i dźgnęła go palcem wskazującym w klate. - Daj spokój, panie poważny. Wygraliśmy walkę z DWOMA smokami! Wrzuć na chwilę na luz i chodź z nami to uczcić - usmiechnęła się szeroko, a do rozmowy wtrącił się Lucas i reszta związkowców.
- Jestem za. Chyba możemy się przyłączyć, prawda?
Ria zaśmiała się pod nosem, wstając z ziemi i otrzepując ubranie. - Więc coś jednak z nimi jest nie tak, prawda? - zapytała Ayren ignorując resztę. Sean przytaknął nieznacznie.
- Niech stracę...uczcijmy to. - poddał się w końcu, jednak prędzej czy później miał zamiar przeanalizować te mapy jeszcze raz. Może Ayren będzie coś wiedzieć?
- Hurra! -wykrzyknęła Keyli. - To co, wracamy do miasteczka?
Nemi and Rima ♥
- Hej, Sean, co się stało?
Brunet odwrócił się i ujrzał za sobą jednego z pozostałych zwiadowców, którzy wyruszyli z nim na tę wyprawę. Jedyny szczegół był w tym taki, że ów chłopak nie był zwykłym zwiadowcą, a jego przyjacielem. Jednym z nielicznych, którzy zdołali tolerować jego osobę i jego charakter.
- Sam nie wiem - przyznał zgodnie z prawdą, ciskając wściekle Bogu ducha winnym skrawkiem papieru.
- Spokojnie, spokojnie. Wyżywając się na mapie, niczego nie odmienisz. Mogę?
- Masz - odparł sucho, podając przyjacielowi kartkę. Chlopak imieniem Lucas zmarszczył czoło, na które opadły zmirzwione kosmyki kasztanowych włosów i zmrużył delikatnie piwne oczy w niemym skupieniu, przyglądając się zarysom liń i liter. Sean w tym czasie przyglądał mu się cierpliwie, czekając, aż Lucas w końcu skończy i odezwie się. Podziwiał go. Najbardziej chyba za to, że potrafił zachować stoicki spokój, a czasami i jego nawet stemperować, gdy nerwy puszczą mu na wodzy. Mimo, iż Sean był uważany za jednego z najlepszych zwiadowców, miał i swoje wady, do których rzadko kiedy się przyznawał. Tak samo również, jak nigdy nie przyznał się do tego, jak bardzo Lucas jest mu potrzebny.
- Sean... Nie chcę mówić hop do przodu, ale...
- Jesteśmy najbliżej jednej z pieczar smoka - dokończył brunet.
Blondowłosa dziewczyna wybiegła czym prędzej z piekarni w poszukiwaniu Ayren. Miała bardzo złe przeczucia, z którymi najpierw chciała podzielić się z nią, niż z Rianną.
W końcu, gdy udało jej się ją odnaleźć, dopadła do dziewczyny.
- Ayren! Coś się stało, na pewno!
- Keyli? O co chodzi? Uspokój się - powiedziała dość łagodnym głosem. - Weź parę oddechów i mów. - poradziła jej, gdyż blondynka była bardzo zdyszana.
Dziewczyna odetchnęła parę razy, po czym powiedziała już dość spokojnie.
- Czuję, że dzieje się coś złego, Ayren. To pewnie chodzi o Seana i resztę. Sama wiesz. Musimy coś zrobić! - znów prawie, że krzyknęła, czując jak ponoszą ją emocje.
Rudowłosa zacisnęła wargi. Przeczucia Keyli już nie jeden raz się spełniły... A jeśli to prawda, to przecież po części jest jej wina. W końcu ona dostarczyła te mapy.
- Nawet jeśli to co... - zaczęła, jednak urwała, a jej oczy otworzyły się szerzej. Doznała widzenia. Przed oczyma stanął jej ogromny smok, z którym walczyli zwiadowcy.. A wśród nich Sean. Czy to co zobaczyła działo się w tej chwili? Czy miało nastąpić? A może już się wydarzyło? Tego nie wiedziała.
- Keyli... Zawołaj Rena... - wydukała z trudem.
Jasnowłosa przez krótką chwilę wpatrywała się w Ayren, po czym kiwnęła głową i czym prędzej popędziła po szatyna, który w tym momencie zajmował się końmi.
- REN! - krzyknęła już z oddali, biegnąc co sił w nogach. Chłopak oderwał się od pracy i spojrzał w stronę blondynki.
- Keyli? Co tu robisz? Stało si..
- Nie ma czasu na wyjaśnienia! - przerwała mu w połowie i pociągnęła siłą za sobą. - Chodź, rusz się!
Ayren usiadła pod ścianą, zasłaniając sobie dłonią oczy. Przecież nie weszliby prosto do pieczary...Nie...tam nie było żadnej pieczary. Bardziej pustkowie. Piach, skały... i zwiadowcy. Oby to się jeszcze nie wydarzyło...Co jeśli to...
- Ayren! - ktoś do niej krzyknął wybudzając ją z transu. Poderwała się do góry, przytrzymując się ściany.
- Sean...Oni wszyscy są w niebezpieczeństwie... To musiała być ... pułapka.- Pulapka? - spytał, mrużąc delikatnie oczy. - Ale... O co chodzi? Nie jestem w temacie.
- Mapy! Sean i zwiadowcy dostali złe mapy! Teraz są w niebezpieczeństwie! - wykrzyczała blondwłosa, a w jej oczach zabłysły iskierki przerażenia.
- Kto w niebezpieczeństwie? - do rozmowy nagle przyłączyła się Ria, spoglądając po wszystkich niepewnie. - Hej.. O co chodzi?
- Smoki...zaatakowały zwiadowców...Nie jeden...Dwa...- wypowiedziała, gdy nawiedziła ją kolejna mglista wizja, gdzie tym razem smok miał inny kolor. - To wszystko było zaplanowane...To pułapka. Nie ma tam żadnej pieczary... Oni... oni tam mogą zginąć! Wszyscy!- Co!? - wykrzyczała tym razem Ria. - Musimy ich ratować! Jedźmy tam!
- My tak, ale nie TY, Ria - rzekł twardo Ren.
- Muszę jechać! Pomogę wam! - upierała się przy swoim, mierząc ich uparcie wzrokiem.
- Nie. Nie jesteś jeszcze gotowa. - odpowiedziała chłodno rudowłosa. - Będziesz nam tylko zawadzać. - powiedziała, wiedziała, że dziewczyna chce pomóc, ale musiała to powiedzieć, mimo, że nie było to zbyt miłe.Zamilkła na chwilę, jakby ktoś nagle wymazał z jej głowy zastosowanie wszystkich literek. Pusto wpatrywała się w rudowłosą, czując rosnący w sobie gniew.
- To co, że nie mam jakiś mocy, nie jestem świetna w walce! Nigdy nic mi nie wychodziło, myślałam, że tu będzie inaczej! - wykrzyczała, odchodząc zła. Z jednej strony ulżyło jej, a z drugiej wiedziała, że zachowała się nie fair.
Rudowłosa westchnęła wpatrując się jak dziewczyna odchodzi.
- Ren, umiałbyś wytropić Seana? - zapytała go po chwili. Ona sama wiedziała nie wiele. Piach i skały.- Pewnie tak. Dajcie mi chwilę - powiedział chłopak, zamykając na chwilę oczy i skupiając się. Wychodziło mu to jednak z trudnością, gdyż chodząca w kółko i gadająca Keyli nie ułatwiała sprawy.- Dookoła ma być tylko piach i skały...Wszędzie pustka. - opisywała jak mogła miejsce, które zobaczyła, a raczej mgliste urywki.
-Keyli... uspokój się, chodzeniem w kółko nic nie zdziałasz.
- No.. BO JA JUŻ NIE WYCZYMIE!
- Keyli!
- Co!? - wrzasnęła, a Ren pokręcił tylko głową.
- Wiem, gdzie oni są. Powinniśmy dotrzeć tam konno, jednak musimy się pośpieszyć.Po chwili zasiedli na konie i czym prędzej wyruszyli galopem na południowy zachód.
- Daleko jeszcze?! -krzyczała Keyli coraz.
- Obyśmy tylko zdążyli... -szeptała do siebie Ayren zaciskając mocniej wodze. Jeśli coś się stanie...To będzie jej wina.Już z oddali dało się widzieć kłęby dymu wznoszące się ku niebu i znikające w chmurach. Przeraźliwy ryk raz po raz przecinał powietrze i zagłuszał ciszę, a ziemia drgała nieprzyjemnie.
- Pośpieszmy się! - ponaglała Keyli
- Keyli! Jeśli nam się uda, już zawsze będę wierzyć Twoim przeczuciom! -krzyknął do niej Ren.
- Ja również! - dodała ruda, a w ten przed nimi ukazała się bitwa ze smokami. Jeden miał ciemne łuski, drugi zaś jasne, jednak oba były olbrzymie.- I SŁUSZNIE! - dodała, podkreślając każde ze słów. Gdy jednak dostrzegła przed sobą rozgrywającą się bitwę, zamarła, a jej źrenice rozszerzyły się gwałtownie.
- Sean! - krzyknęła do chłopaka, który próbował przetrwać wraz z innymi zwiadowcami.Chłopak na chwilę spojrzał w ich kierunku i zdziwił się ujrzawszy ich, jednak w głębi ducha ucieszył się, lecz do jego głowy przyszedł rozsądek.
- Uciekajcie z tond! - krzyknął.
Wiedział, że nie dadzą sobie rady.
Chciał, by przynajmniej oni przeżyli.- Nie ma mowy! Nie pojedziemy bez ciebie! - krzyknęła Keyli, a Ren dodał:
- Nie udawaj chojraka, Sean!
Szatyn również zdawał sobie sprawę, że mogą nie wygrać. Mogą nie przeżyć.
W tym samym czasie brązowowłosa dziewczyna przemierzała galopem pustkowia, podążając śladem pogromców smoków. Modliła się w duchu, aby tylko zdążyła i nie zapomniała drogi, jaka jechali.
Sean zmierzył ich wzrokiem, po czym przegryzł wargę. Wiedział, że bez nich nie dadzą rady...a z nimi? Może uda im się zdobyć trochę na czasie i coś wykombinować? Machnął do nich ręką.
- Ale jak zginiecie, to nie moja wina. - mruknął, choć tak naprawdę po części był szczęśliwy, że ich zobaczył.Kiwnęli głowami, a na ich twarze na chwilę wstąpiły uśmiechy. Podjechali bliżej chłopaka, szukając broń w walce ze smokami. Mogło to wydawać się bezsensownym pomysłem, gdyż przeciwko nim walczyły dwa, dorosłe gady, które jednym machnięciem ogona zmiatały z powierzchni cały las. Jednak oni nie mieli zamiaru się poddawać.
Ren wyjął łuk, po czym zaczął ciskać ognistymi strzałami w błony między skrzydłami smoków. Te jednak zdawały się nic nie czuć, jakby strzałami były maleńkie owady.
Keyli natomiast ciągle znikała i pojawiała się, chcąc ratować tych, którzy byli na granicy życia i śmierci.
Ayren wyjęła sztylety oraz przygotowała w razie konieczności miecz. Popędziła konno. Jeden rzut sztyletem był chybiony, drugim trafiła w oko czarnego smoka. Zdołała również osłonić jednego zwiadowcę i odeprzeć z trudem ogon smoka. Na polu bitwy działo się bardzo dużo, a przecież minęło dopiero parę sekund.Nagle jednak potężny ryk odbił się echem od okolicy. Czarny gad skierował swój wzrok na zwiadowców, oraz pogromców smoków, a w jego ślepiach zapłonęła czysta nienawiść. Zerknął katem oka na swojego białego kompana, a oba smoki zwróciły się ku ludziom. Wydając z gardzieli chrapliwy warkot, wyszczerzyły kły, zionąc ogniem. W ten przez wszechobecny wir walki przebił się przygłuszony krzyk Rianny.
- NIEEEEE!
- Rianna... -wyszeptał Sean odwracając się w kierunku, z którego usłyszał głos, jednak nie mógł jej dostrzec, przez dym kurzu i piasku, który unosił się wszędzie dookoła. Widoczne były tylko cienie smoków, które kursowały nad nimi, wypatrując pojedynczych ofiar. Nagle jeden ze smoków, a konkretniej biały, wzleciał w powietrze i runął na ziemię tuż przed Rianną, stając na wielkich, zakończonych ostrymi szponami łapach. Dziewczyna z wrażenia spadła z konia, który przerażony stanął dęba, a następnie podbiega. Oczy szatynki rozszerzyły się z strachu, gdy gad przybliżył swój pysk do niej, spoglądając na nią złotymi ślepiami. Mogło by się wydawać, że gad pożre dziewczynę. Ten jednak zamiast tego, odwrócił się gwałtownie i z dzikim rykiem zaatakował czarnego smoka.Sean przypatrywał się temu wszystkiemu z takim samym zdziwieniem, jak pozostali. Otrząsnął się z szoku i podbiegł do szatynki, by jej pomóc wstać. - Jak ty to... - zaczął, lecz gdy spojrzał na nią uznał, że sama tego zapewne nie wie.Milczała przez dłuższą chwilę, sama nie do końca jeszcze świadoma tego, co się stało. Gdy jednak wszystko powoli do niej dotarło, wstała z ziemi, lekko trzęsąc się i spojrzała na dwa walczące teraz ze sobą smoki. Biały gad zupełnie sprzeciwił się swojego kompanowi, teraz próbując zabić jego.
- Czy możecie mi powiedzieć co tu się właściwie dzieje? - podeszła do nich Ayren, a razem z nią Keyli i Ren, którzy również nie wiedzieli, co o tym sądzić. Dwa smoki walczyły ze sobą, na śmierć i życie, a przecież nie dawno widzieli jak oboje atakowali ich samych. - Sama nie wiem... - przyznała po chwili Ria z otępiałym wyrazem twarzy. Po chwili jednak dotarło do niej, że biały smok tak naprawdę próbował skontaktować się z nią telepatycznie, jednak jej umysł był zamknięty, a wszystko dookoła strasznie rozpraszające.
- Ria! W porządku? Miałaś za nami nie jechać! - powiedziała zbulwersowana Keyli, nadymając buzię i oglądając szatynkę, czy aby nie jest ranna.
- Nie. Miałam nie jechać z wami, ale nie wspominaliście, że nie mogę jechać za wami...- zaśmiała się nerwowo, chcąc jakoś złagodzić sytuacje.
Ayren tylko pokręciła głową.
- Może jednak się na coś tu przydasz... -mruknęła niechętnie i uśmiechnęła się trochę, gdyż nie chciała narażać jej niepotrzebnie, szczególnie, że nie umiała jeszcze władać bronią. - Serio? - w oczach dziewczyny pojawiły się wesołe iskierki. Po chwili jednak potrząsnęła gwałtownie głową i przybrała poważny wyraz twarzy.
- Na pewno się przydam! - zasalutowała, spoglądając ukradkiem w kierunku smoków.- O ile nie będziesz pchała się do walki i uda ci się jakoś znów użyć tego czegoś, by tamten smok ciebie słuchał... -powiedziała rudowłosa niepewna swych słów. Nad ich głowami rozgrywała się właśnie walka, która decydowała o tym czy przeżyją.
Przez chwilę naszły ją wątpliwości. Nie była pewna tego, czy ponownie uda jej się nawiązać kontakt ze smokiem, a co najważniejsze, ponownie nad nim zapanować. Chciała jednak zrobić co w jej mocy.Nagle wszystkich ogłuszył potężny ryk cierpienia i bólu czarnego smoka, a później białego, gdy czarnemu udało się złapać go za szyję.
-Szybko! Za skały! -krzyknęła Ayren i pociągnęła za sobą Rianne. Gdy tylko zdołali się oddalić i ukryć za skałami, nastąpił wielki huk, gdyż oba smoki wylądowały na ziemi. Czarny był nieco większy od białego, jednak miał uszkodzone jedno oko. Biały zaś miał lekko poszarpane lewe skrzydło, jednak nadal mógł latać. Obchodzili dookoła siebie nawzajem nie spuszczając siebie z oczu. Czarny warknął na niego a z jego paszczy wydobył się ogień. Czyżby chciał przyporządkować sobie znów białego smoka?Ria poczuła przez chwilę dziwne uczucie. Przez jej ciało przeszła gorąca fala, a w głowie usłyszała głośny ryk. Wychyliła się zza skał, chcąc lepiej przyjrzeć scenie. Stanęła sparaliżowana, gdy zauważyła jak biały smok powoli zaprzestaje walki z czarnym. Zacisnęła pięści, mrużąc oczy, a po chwili krzyknęła głośno.
- Nie słuchaj go! Walcz!
Biały gad zwężyl złote tęczówki, a z jego gardzieli wydobył się ogłuszający ryk, gdy znów rzucił się na czarnego, zaciskając szczeki na jego gardle.Walka była z początku wyrównana, jednak później wygrana zaczęła przechylać się na stronę białego smoka, który na koniec zacisnął mocno szczęki na gardle swojego przeciwnika, a gdy go puścił, wyczerpany smok prawie do granic możliwości, przywarł pyskiem do ziemi, składając mu pokłon i odleciał co raz oglądając się czy aby ten za nim nie leci.Wielkimi oczami przyglądała się scenie, gdy biały smok pokonał swojego przeciwnika. Gad zaryczał zwycięsko, unosząc łeb do góry i szczerząc triumfalnie kły.
- Co teraz? - spytała Keyli. - Zaatakuje nas?! - przytuliła się do ramienia Ayren, wytrzeszczając oczy. - Rianna... - odetchnęła głęboko, gdyż nie wierzyła w to, co mówi - Podziękujmy mu. - odpowiedziała, a Keyli odskoczyła od niej.
- Zwariowałaś?! On ją pożre! - krzyknęła.
- Zazwyczaj boimy się tego czego nie znamy... Ale... Wierzę w Rianne i wiem, że poradzi sobie. - powiedziała a wszyscy spojrzeli na nią zdziwieni. Kto mógłby spodziewać się po niej takich słów?
-Rianna, będę cię asekurować, a wy wszyscy schowajcie broń. Nie chcemy przecież aby źle nas zrozumiał. -powiedziała, po czym sama schowała miecz do pochwy.
Dziewczyna kiwnęła głową i uśmiechnęła się do rudowłosej.
- Dziękuję, Ayren - powiedziała, po czym odwróciła się w stronę smoka, idąc w jego kierunku. Gad wlepił w Rianne swoje spojrzenie złotych oczu, składając skrzydła. Białe jak śnieg łuski zalśniły w blasku zachodzacego z wolna słońca. Smok wydał z siebie nic nie znaczący pomruk, kątem oka spoglądając na Ayren.
- My... - zaczęła niepewnie szatynka, na poczatku bawiąc się palcami u dłoni. Po chwili jednak odchrzaknela i wyprostowała się: - Dziękujemy za pomoc. Bez ciebie nie dalibyśmy rady.
Smok ledwo widocznie.. usmiechnął się? I kiwnął delikatne łbem.Ayren ukłoniła się w pasie stojąc tuż obok Rianny. W przyszłości na pewno będziesz kimś niezwykłym. - pomyślała, po czym spojrzała na smoka który wzbił się w powietrze, okrążył ich w powietrzu i wzniósł się jeszcze wyżej i wyżej, aż znikł im z oczu. Będziesz wspaniałym Pogromcą Smoków... Nie. Władcą Smoków. - uśmiechnęła się do swoich myśli oraz do Rianny, która wykazała sie odwagą, a także dzięki nim wszyscy tutaj zawdzięczali życie. Jej i smokowi. - Odleciał... - szepnęła sama do siebie, zagłębiając się we własne rozmyślania. Po chwili jednak poczuła jak coś skacze jej na plecy, a sama dziewczyna przewróciła się pod ciężarem i przywitała z ziemią.
- Keyli!?
- Ria! Żyjesz! - zaśmiała się blondynka. Ren uśmiechnął się pod nosem i podszedł do rudowłosej, obejmując ją w pasie.- Powiedzmy, że zdałaś "pierwszy test", ale nie myśl sobie, że odpuszczę Ci jutro trening o świcie. - powiedziała Ayren, widząc leżącą bohaterkę dnia.
- No i wróciła stara Ayren! -zaśmiała sie Keyli.
- Ale najpierw świętowanie zwycięstwa! - powiedział Ren i cmoknął rudą w policzek przez co trochę sie zarumieniła i wyswobodziła się szybko z jego objęć. Jeszcze nie przywykła do okazywania uczuć, a już szczególnie gdy wokół było tyle osób. - Eghem...Świętowanie będzie musiało zaczekać. Najpierw musimy dokładniej przeanalizować te mapy. - powiedział Sean. - Te! Te! Te! - wysylabizowała ironicznie Keyli, podchodząc do Seana i dźgnęła go palcem wskazującym w klate. - Daj spokój, panie poważny. Wygraliśmy walkę z DWOMA smokami! Wrzuć na chwilę na luz i chodź z nami to uczcić - usmiechnęła się szeroko, a do rozmowy wtrącił się Lucas i reszta związkowców.
- Jestem za. Chyba możemy się przyłączyć, prawda?
Ria zaśmiała się pod nosem, wstając z ziemi i otrzepując ubranie. - Więc coś jednak z nimi jest nie tak, prawda? - zapytała Ayren ignorując resztę. Sean przytaknął nieznacznie.
- Niech stracę...uczcijmy to. - poddał się w końcu, jednak prędzej czy później miał zamiar przeanalizować te mapy jeszcze raz. Może Ayren będzie coś wiedzieć?
- Hurra! -wykrzyknęła Keyli. - To co, wracamy do miasteczka?
Nemi and Rima ♥
niedziela, 1 czerwca 2014
Sekretne mapy
Rudowłosa wróciła do swojego domu. Wyjrzała przez okno, przez które wdarły się promienie słońca.
- Zginiesz tam, Rianna... - powtórzyła swoje ostatnie słowa. - Jednak się nie poddasz, prawda? - wypowiadała na głos swoje myśli. - Czeka Ciebie długa i trudna droga, aby dojść do swojego celu. - westchnęła. Widziała w jej oczach siłę. Siłę ducha walki, jednak to było za mało. Jeszcze wiele będzie musiała przejść. Może...Niech najpierw uczy się na pogromcę smoków. Jeśli zda ten test i będzie umiała pracować w grupie, jak i sama... Kto wie...Może kiedyś.
Teraz zaczęła rozmyślać o Renie. Tyle się zmieniło w ostatnim czasie, a przecież nadal pamięta jak spotkali się po raz pierwszy, gdy byli dziećmi. Przygarnęli do siebie Keyli i wszystko dalej samo się potoczyło. Każdy z nich wniósł do ich paczki coś swojego. Jakąś cząstkę, bez której nie mogłaby teraz istnieć. Mimo, że Ayren zawsze wyglądała na zimną osobę, tak naprawdę tłumiła w sobie wszystkie uczucia. Chciała być silna. W każdym dniu liczyło się jedno : przetrwać. Musiała jednak przyznać, że nie po raz pierwszy płakała skulona w kącie, ale to dawało jej nową siłę. Kilka lat wcześniej, gdyby ktoś jej powiedział, że zostanie pogromcą smoków, pewnie by nie uwierzyła, ale zawsze starałaby się, aby to co robiła, wychodziło jak najlepiej. Keyli i Ren byli od zawsze jej rodziną. Jej jedyną rodziną. Bez nich to wszystko nie miało by sensu. Żyjemy dla innych, a inni żyją dla nas.
Nagle coś jej się przypomniało. List, a raczej mapa. Rudowłosa wyszła z domu i podążyła szybkim krokiem do piekarni. Jak zwykle, rano była spora kolejka po pieczywo. Jej uwagę przykuła mała dziewczynka o długich, ciemno-brązowych lokach. Wpatrywała się w Ayren.
- Coś się stało? -zapytała trochę zmieszana rudowłosa
- Chcę być taka jak pani. Chcę być pogromcą smoków. - powiedziała odważnie.
- Naprawdę tego chcesz? To niebezpieczne.
- Nie boję się. - odrzekła dzielnie. Rudowłosa ukucnęła przy niej i położyła na jej ramieniu rękę.
- To nie jest taki proste...-zaczęła, lecz przerwała. - Pamiętaj by zawsze słuchać swojego serca. -powiedziała i weszła do piekarni. Ta dziewczynka...Przypomniało jej się jak sama była mała. Wszystko straciła, lecz chciała walczyć, za wszystko i dla wszystkich.
- Ayren! Hm...Zgaduję, że tym razem nie chcesz kupić pieczywa.
- Tym razem nie... Spotkajmy się dziś wszyscy, w porze obiadowej, dobrze? Mieliśmy zrobić wczoraj spotkanie, ale nie wyszło, a przypomniało mi się, że musimy o czymś porozmawiać.
- O czym?
- Później. -ucięła krótko. Nie chciała by ktoś o tym usłyszał. - Wiecie może gdzie... - już miała zapytać, gdzie jest Ren, gdy nagle ktoś przysłonił jej oczy.
- Zgadnij kto to. - mruknął.
- Ren! Nie strasz mnie tak! - odwróciła się do niego.
- Nie wiedziałem, że jestem taki straszny. - zaśmiał się, a Ayren tylko zmrużyła oczy.
- Spotkajmy się w południe w moim domu, musimy coś obgadać. - powiedziała.
- Zginiesz tam, Rianna... - powtórzyła swoje ostatnie słowa. - Jednak się nie poddasz, prawda? - wypowiadała na głos swoje myśli. - Czeka Ciebie długa i trudna droga, aby dojść do swojego celu. - westchnęła. Widziała w jej oczach siłę. Siłę ducha walki, jednak to było za mało. Jeszcze wiele będzie musiała przejść. Może...Niech najpierw uczy się na pogromcę smoków. Jeśli zda ten test i będzie umiała pracować w grupie, jak i sama... Kto wie...Może kiedyś.
Teraz zaczęła rozmyślać o Renie. Tyle się zmieniło w ostatnim czasie, a przecież nadal pamięta jak spotkali się po raz pierwszy, gdy byli dziećmi. Przygarnęli do siebie Keyli i wszystko dalej samo się potoczyło. Każdy z nich wniósł do ich paczki coś swojego. Jakąś cząstkę, bez której nie mogłaby teraz istnieć. Mimo, że Ayren zawsze wyglądała na zimną osobę, tak naprawdę tłumiła w sobie wszystkie uczucia. Chciała być silna. W każdym dniu liczyło się jedno : przetrwać. Musiała jednak przyznać, że nie po raz pierwszy płakała skulona w kącie, ale to dawało jej nową siłę. Kilka lat wcześniej, gdyby ktoś jej powiedział, że zostanie pogromcą smoków, pewnie by nie uwierzyła, ale zawsze starałaby się, aby to co robiła, wychodziło jak najlepiej. Keyli i Ren byli od zawsze jej rodziną. Jej jedyną rodziną. Bez nich to wszystko nie miało by sensu. Żyjemy dla innych, a inni żyją dla nas.
Nagle coś jej się przypomniało. List, a raczej mapa. Rudowłosa wyszła z domu i podążyła szybkim krokiem do piekarni. Jak zwykle, rano była spora kolejka po pieczywo. Jej uwagę przykuła mała dziewczynka o długich, ciemno-brązowych lokach. Wpatrywała się w Ayren.
- Coś się stało? -zapytała trochę zmieszana rudowłosa
- Chcę być taka jak pani. Chcę być pogromcą smoków. - powiedziała odważnie.
- Naprawdę tego chcesz? To niebezpieczne.
- Nie boję się. - odrzekła dzielnie. Rudowłosa ukucnęła przy niej i położyła na jej ramieniu rękę.
- To nie jest taki proste...-zaczęła, lecz przerwała. - Pamiętaj by zawsze słuchać swojego serca. -powiedziała i weszła do piekarni. Ta dziewczynka...Przypomniało jej się jak sama była mała. Wszystko straciła, lecz chciała walczyć, za wszystko i dla wszystkich.
- Ayren! Hm...Zgaduję, że tym razem nie chcesz kupić pieczywa.
- Tym razem nie... Spotkajmy się dziś wszyscy, w porze obiadowej, dobrze? Mieliśmy zrobić wczoraj spotkanie, ale nie wyszło, a przypomniało mi się, że musimy o czymś porozmawiać.
- O czym?
- Później. -ucięła krótko. Nie chciała by ktoś o tym usłyszał. - Wiecie może gdzie... - już miała zapytać, gdzie jest Ren, gdy nagle ktoś przysłonił jej oczy.
- Zgadnij kto to. - mruknął.
- Ren! Nie strasz mnie tak! - odwróciła się do niego.
- Nie wiedziałem, że jestem taki straszny. - zaśmiał się, a Ayren tylko zmrużyła oczy.
- Spotkajmy się w południe w moim domu, musimy coś obgadać. - powiedziała.
~♦~
Dzwony wybijały 12 godzinę. Zanim ostatni raz uderzono w dzwony, ktoś zapukał do drzwi. Ayren otworzyła je, a przed nią stanęły trzy osoby: Keyli, Rianna i Ren.
- Dobrze, że jesteście. - przywitała ich i wpuściła do środka.
- No więc o czym chciałaś pogadać? - zapytała Keyli i rozsiadła się wygodnie na łóżku.
- Em...- nie wiedziała jak zacząć. Nie chciała przypominać, o tamtym dniu, jednak jak inaczej mogła im to wszystko opowiedzieć?
- No więc wtedy gdy pojechałam do miasteczka Roselland...-zaczęła unikając wzroku Rena. - Miałam zanieść po prostu list i pieczywo, jednak jak później się okazało, koperta, którą w zamian dostałam, zawierała mapy jaskiń, pieczar oraz kotlin, które mogły być, lub są miejscem zamieszkania smoków. - spojrzała na nich. Keyli i Rianna słuchały uważnie z wytrzeszczonymi oczyma, jednak Ren raz po raz ściskał mocniej pięści.
- Te mapy należały do córki zwiadowcy. Jej ojciec ponoć zginął, zabity przez smoka z jednej w pieczar. Nikt jednak nie wie, w jaki sposób przetrwały te mapy. Miałam przynieść je jak najszybciej...prosto do króla. Sama z początku nie wiedziałam, że to są mapy. Teraz...pewnie dostali je zwiadowcy. - dokończyła swoją opowieść. Z tego wszystkiego wynikało, że zwiadowcy mają na celu sprawdzenie tych map i to właśnie po nie przyjechali w tym miesiącu. Tylko dlaczego to wszystko miało być tak zatajone?
- W takim razie Sean... - wydukała Keyli a Ayren nieznacznie pokiwała głową.
- Będą posługiwać się tymi mapami...Jednak coś mi nie daje spokoju. Czemu to wszystko miało być tak zatajone? Czyżby...- rudowłosa pochyliła się do nich. - Czyżby w Rose roiło się od szpiegów Pani Ciemności? - wyszeptała na głos myśl, która krążyła jej cały czas po głowie.
- Co...Co jeśli to prawda? -zapytała Rianna
- Wtedy zwiadowcy będą w poważnych kłopotach... -odpowiedział jej Ren.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)