Wszyscy kiwnęli głowami, po czym podeszli do swoich koni, chcąc je uspokoić. Ria wzrokiem szukała swojej klaczy, jednak nigdzie nie mogła jej dostrzec. Pewnie przez ten wszechobecny harmider spłoszyła się.
Dziewczyna rozglądała się, kręcąc w miejscu i wygwizdując, jednak ani to nie dawało rezultatu.
Sean podjechał na swoim czarnym ogierze do Rianny.
- Twój koń musiał się spłoszyć, później go znajdziemy. Tym razem pojedziesz ze mną. - powiedział i wyciągnął do niej dłoń. Od samego początku wątpił w nią, jednak dziś, trzeba było przyznać, że musiał zmienić o niej zdanie
- Hm? - spojrzała się na niego zdziwiona, przez chwilę milcząc. Na jej twarzy jednak zakwitł szeroki uśmiech, a ona złapała dłoń chłopaka i wdrapała się na jego ogiera, usadawiając w siodle.
Reszta pogromców i zwiadowców również siedziała już w siodłach, czekając tylko, aż Sean wraz z Rią będą gotowi.
- Tylko nie spadnij, trzymaj się mocno. - mruknął i po chwili jechali na czele grupy. Po lewej stronie jechał Lucas, a obok niego Keyli, a po prawej Ayren i Ren. Reszta zwiadowców jechała za nimi. Wyglądali niczym jedna, wielka armia, zaś płaszcze Pogromców powiewające z tyłu, nadawała im tajemniczości.
- Tak się zastanawiam...Czy to nie będzie dziwnie wyglądało, że wracacie tak wcześnie? -zapytała Ayren, gdyż miała pewne wątpliwości co do przyszłego świętowania
- Wiadomo - mruknął Sean. - Jednak walczyliśmy ze smokami. Taki mały szczegół w tym wszystkim. Jak na razie lepiej będzie, gdy wrócimy i zdamy raport z tego wszystkiego - dodał, znów wpatrując się przed siebie w pokonywaną drogę.
- Ale fakt, z mapami trzeba coś zrobić - wtrącił się Ren, jadący obok Ayren. Jemu w pewnym stopniu ta sprawa również nie dawała spokoju.
- Tak w ogóle to skąd wiedzieliście, że mamy kłopoty? - zapytał Sean. Dopiero teraz uświadomił sobie, że to dziwne iż się pojawili. Ren spojrzał na rudowłosą.
- Ayren miała widzenie. - odpowiedział mu cicho. - No, a ja umiałem sprecyzować wasze położenie.
Sean przyjrzał im się zdziwiony i uniósł obie brwi.
- Naprawdę? - wypalił po chwili, jednak szybko się opanował. - W każdym razie, dziękujemy. Gdybyście się nie pojawili, na pewno byłoby już po nas. Kto by pomyślał, że mapy mogą być złe i zaprowadzić nas do nikad? - westchnął.
- Ponoć należały one kiedyś do pewnego zwiadowcy... - szepnęła Ayren.
- Skąd to wiesz? - pochwycił Lucas
- Wysłano ją po te mapy.
- ... Wiecie, że...skoro są złe to mogą ją oskarżyć o podmianę ?! - Sean zacisnął mocniej wodze. - Zazwyczaj wysyła się minimum dwie osoby, aby jedna drugiej mogła być świadkiem...
- Co!? - krzyknęli wszyscy jednocześnie, spoglądając na Seana. Nawet Ria siedząca z tyłu za chłopakiem, nie zdążyła się powstrzymać i prawie, że wydarła się mu do ucha. Szybko zakryła usta dłonią, spoglądając po innych.
- Jak to, do więzienia? - spytał spokojnie Ren.
- Mogą stwierdzić, że to ona podmieniła mapy - wyjaśnił Sean.
Ayren milczała, nie wdając się w dyskusję. Sean miał rację, choć nie brała tego wcześniej pod uwagę. Wzięła głęboki wdech.
- Nawet jeśli, to powinniśmy wyjaśnić te sprawę. - powiedziała dość spokojnym głosem, choć na myśl o lochu delikatnie zadrżała jej ręka.
- Porozmawiamy o tym, tak czy siak, gdy wrócimy. Nie zaprzątajmy sobie teraz tym głowy - wtrąciła Keyli, chcąc rozładować napięcie. Każdy w tym momencie poczuł się niezręcznie na myśl i lochach i więzieniu. Nikt nie chciał, aby Ayren trafiła do lochu.
Nastała niezręczna cisza. Ayren spoglądała tylko przed siebie, unikając wzroku innych. Wyobraziła sobie jak zostaje zamknięta w podziemiach lub w jakiejś wieży. W małych oknach powstawiane kraty, przez które słabo dochodzą promienie słońca. Załamała by się tam. Po jej ciele przeszedł zimny dreszcz.
- Hej, patrzcie, zaraz będziemy! - zaśmiała się Keyli i zaczęła kłusować wkoło wszystkich, nucąc jakąś piosenkę. Chciała w ten sposób rozładować napięcie, które przed chwilą znacznie wzrosło.
Ria uśmiechnęła się lekko, po czym postanowiła pomóc blondynce w śpiewaniu. Reszta zwiadowców, oraz Ren uśmiechnęli się, wsłuchując w melodie.
Ayren zarzuciła na głowę kaptur od peleryny. Nie chciała by ujrzeli jej smutne oczy. Po co miała ich jeszcze dodatkowo martwić? Pokonali dwa smoki, więc to powinien być ich szczęśliwy dzień, tym bardziej, że gdyby nie zwrot akcji, mogliby już dawno nie stąpać po tej ziemi. Zerwał się mocny wiatr, więc przytrzymała kaptur jedną ręką. Powinna się cieszyć, że było już po wszystkim, jednak to, czego się bała, miało niedługo nadejść. To takie śmieszne. Jeszcze chwilę temu mogła zginąć, a teraz jej lękiem było zamknięcie w lochu
Po jakimś czasie zwiadowcy wraz z pogromcami smoków dotarli do wioski. Już na wejściu napotkali zdziwione i zmieszane spojrzenia mieszkańców, którzy przypatrywali się im, nie kryjąc swoich uczuć. Wszyscy jednak jechali w milczeniu, nie odzywając się do innych ani słowem.
Rudowłosa wzięła parę oddechów i ściągnęła kaptur z głowy. Patrzyła w dal, ku zamkowi, nie zwracając uwagi na innych ludzi. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji...Może jedynie powagę, którą utrzymywała jak kamienną maskę. Weszli po ścieżce na samą górą, po czym nie długo znaleźli się przed głównymi wrotami zamku.
Zsiedli z koni, pozostawiając je pod opieką jednego z zamkowych strażników, po czym skierowali się w stronę zamku.
Już w czasie drogi, tak samo jak i wcześniej, towarzyszyła im grobowa cisza. Ren szedł trochę z tyłu, trzymając dłoń Ayren, aby dodać jej nieco otuchy. Sam miał nadzieję, że to dobrze się skończy.
21:50
Ayren ścisnęła mocniej jego dłoń. Zazwyczaj nie okazywała lęku, ale tak naprawdę bała się. Jedna ze służek zapowiedziała ich wizytę, po czym wpuszczono ich do sali tronowej. Sam król był zaskoczony ich nagłym przybyciem. Wszyscy weszli do środka.
- A więc, co was sprowadza tak wcześnie? -zapytał król.
Wszyscy ukłonili się, a następnie przed wszystkich wystąpił Sean.
- Powodem naszej wizyty jest atak dwóch smoków. Białego i czarnego.
- Smoków? - zdziwił się król.
- To mapy - wtrącił się Ren. - Ayren miała je dostarczyć. Jednak, królu, były one.. Fałszywe. Ona jednak nie jest temu winna. Nie wiedziała o tym.
- To prawda, mapy były niedokładne. Określały miejsce pieczar, których tak naprawdę w danym miejscu nie było. W ten sposób wpadliśmy najprawdopodobniej w pułapkę. - wyjaśnił Sean.
Król zamruczał cicho pod nosem w namyśle, przyglądając się całej reszcie.
- A ktoś był z tą dziewczyną?
- Nie, panie - odparł Ren. - Jednak to nie zmienia faktu, że jest niewinna.
- Niech król zrozumie, ona nie wiedziała - dodała Keyli, chyba pierwszy raz tego dnia spokojnie i będąc w pełni opanowana.
- Panie, chyba nie uniewinnisz ot tak tej dziewczyny i nie uwierzysz im na słowo? -odrzekł jego doradca. - Jeśli mieszkańcy dowiedzą się, że wierzysz wszystkich bez dowodów, co wtedy o tym pomyślą?
- Masz po części rację, Kornelusie... - król zaczął się wahać
- Ale panie, proszę rozważyć tę decyzje! - wtrąciła się Ria. - Ona naprawdę nie zrobiła nic złego!
- Cisza! - zagrzmiał król. - Zapraszam moich doradców na naradę. Wy, zaczekajcie tutaj - zwrócił się do reszty.
- Gdy pojechałam po te mapy, sama nie wiedziałam, po co jadę. Myślałam, że jadę tylko po to, aby dostarczyć list...- szepnęła Ayren.
- Skoro tamten zwiadowca zginął, a mapy przetrwały, możliwe jest, że nie by on twórcą tych map i to właśnie przez nie mógł trafić w taką samą pułapkę jak my... -zaczął myśleć na trzeźwo Ren, jednak bał się ostatecznego werdyktu.
20:12
Król zmarszczył czoło, widocznie lekko zirytowany zaistniałą sytuacją. Po chwili westchnął ciężko i przymknął oczy, rozmasowując pulsujące skronie.
- Dajcie mi pół godziny czasu. I pokażcie te mapy, skoro twierdzicie, że są fałszywe. Na ten czas poczekajcie w holu.
Wszyscy niechętnie kiwnęli głowami, a Sean podszedł do monarchy j wręczył mu mapy. Następnie wszyscy opuścili sale tronowa.
Ayren nadal trzymała w mocnym uścisku dłoń Rena. Była zdenerwowana, więc jej serce biło o wiele szybciej. Już nie długo miał się okazać werdykt króla . Ponownie przegryzła nerwowo wargi.
Wreszcie po mogło by się wydawać najdłuższych pół godzinach w ich życiu - król ponownie zawołał ich do sali. Tym razem jego wyraz twarzy zmienił się nieco. Wyglądał surowo, jednak również i nieco obojętnie. Ria na pewno była wielce zdziwiona, czy w ogóle się tak da. Jednak to jest król. Królowi ponoć wolno wszystko.
- Zdecydowałem - oznajmił w końcu, zasiadając ponownie na tronie. - Pogromczyni zostanie zatrzymana w lochu na noc, podczas, gdy my podejmiemy ostateczną decyzję. Takie jest moje ostatnie zdanie, dziękuję, możecie opuścić salę. Straże, oskarżoną wprowadźcie do lochów.
- Nie... -szepnęła Ayren i spojrzała przerażona prosto w oczy Rena.
- Wrócimy po Ciebie, obiecuję. - złożył jej obietnicę. Nagle coś przypomniało się Ayren. Coś a raczej ktoś, kto może jej pomóc.
-Tamarel, Roselland. - tylko to zdążyła powiedzieć za nim strażnicy zabrali ją do lochów.
Rima ♥ Nemi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz