piątek, 13 czerwca 2014

Czerń, biel i krew

Chłopak zmrużył delikatnie oczy, już któryś raz z kolei wpatrując się w zamazane kształty i litery na mapie. Dał znak wierzchowcowi, aby ten zaprzestał galopu i spokojnie stanął w miejscu. Gdy koń usłuchał jego komendy, brunet poklepał go po szyi uspokajająco, uśmiechając się delikatnie pod nosem. Następnie westchnął ciężko, ponownie podstawiają sobie pod nos kawałek papieru. Coś mu tu nie pasowało. I to bardzo. Mapa, nie dość, że wykonana prymitywnie, nie wskazywała dobrego kierunku. Ani dobrego, ani dokładnego. Bardziej, jakby małe dziecko łapiąc w ręce kredki, zaczęło bazgrać po kartce w nieświadomym celu.
- Hej, Sean, co się stało?
Brunet odwrócił się i ujrzał za sobą jednego z pozostałych zwiadowców, którzy wyruszyli z nim na tę wyprawę. Jedyny szczegół był w tym taki, że ów chłopak nie był zwykłym zwiadowcą, a jego przyjacielem. Jednym z nielicznych, którzy zdołali tolerować jego osobę i jego charakter.
- Sam nie wiem - przyznał zgodnie z prawdą, ciskając wściekle Bogu ducha winnym skrawkiem papieru.
- Spokojnie, spokojnie. Wyżywając się na mapie, niczego nie odmienisz. Mogę?
- Masz - odparł sucho, podając przyjacielowi kartkę. Chlopak imieniem Lucas zmarszczył czoło, na które opadły zmirzwione kosmyki kasztanowych włosów i zmrużył delikatnie piwne oczy w niemym skupieniu, przyglądając się zarysom liń i liter. Sean w tym czasie przyglądał mu się cierpliwie, czekając, aż Lucas w końcu skończy i odezwie się. Podziwiał go. Najbardziej chyba za to, że potrafił zachować stoicki spokój, a czasami i jego nawet stemperować, gdy nerwy puszczą mu na wodzy. Mimo, iż Sean był uważany za jednego z najlepszych zwiadowców, miał i swoje wady, do których rzadko kiedy się przyznawał. Tak samo również, jak nigdy nie przyznał się do tego, jak bardzo Lucas jest mu potrzebny.
- Sean... Nie chcę mówić hop do przodu, ale...
- Jesteśmy najbliżej jednej z pieczar smoka - dokończył brunet.
Blondowłosa dziewczyna wybiegła czym prędzej z piekarni w poszukiwaniu Ayren. Miała bardzo złe przeczucia, z którymi najpierw chciała podzielić się z nią, niż z Rianną.
W końcu, gdy udało jej się ją odnaleźć, dopadła do dziewczyny.
- Ayren! Coś się stało, na pewno!
- Keyli? O co chodzi? Uspokój się - powiedziała dość łagodnym głosem. - Weź parę oddechów i mów. - poradziła jej, gdyż blondynka była bardzo zdyszana. 
Dziewczyna odetchnęła parę razy, po czym powiedziała już dość spokojnie.
- Czuję, że dzieje się coś złego, Ayren. To pewnie chodzi o Seana i resztę. Sama wiesz. Musimy coś zrobić! - znów prawie, że krzyknęła, czując jak ponoszą ją emocje.
Rudowłosa zacisnęła wargi. Przeczucia Keyli już nie jeden raz się spełniły... A jeśli to prawda, to przecież po części jest jej wina. W końcu ona dostarczyła te mapy.
- Nawet jeśli to co... - zaczęła, jednak urwała, a jej oczy otworzyły się szerzej. Doznała widzenia. Przed oczyma stanął jej ogromny smok, z którym walczyli zwiadowcy.. A wśród nich Sean. Czy to co zobaczyła działo się w tej chwili? Czy miało nastąpić? A może już się wydarzyło? Tego nie wiedziała.
- Keyli... Zawołaj Rena... - wydukała z trudem. 

Jasnowłosa przez krótką chwilę wpatrywała się w Ayren, po czym kiwnęła głową i czym prędzej popędziła po szatyna, który w tym momencie zajmował się końmi.
- REN! - krzyknęła już z oddali, biegnąc co sił w nogach. Chłopak oderwał się od pracy i spojrzał w stronę blondynki.
- Keyli? Co tu robisz? Stało si..
- Nie ma czasu na wyjaśnienia! - przerwała mu w połowie i pociągnęła siłą za sobą. - Chodź, rusz się!
Ayren usiadła pod ścianą, zasłaniając sobie dłonią oczy. Przecież nie weszliby prosto do pieczary...Nie...tam nie było żadnej pieczary. Bardziej pustkowie. Piach, skały... i zwiadowcy. Oby to się jeszcze nie wydarzyło...Co jeśli to...
- Ayren! - ktoś do niej krzyknął wybudzając ją z transu. Poderwała się do góry, przytrzymując się ściany.
- Sean...Oni wszyscy są w niebezpieczeństwie... To musiała być ... pułapka.
- Pulapka? - spytał, mrużąc delikatnie oczy. - Ale... O co chodzi? Nie jestem w temacie.
- Mapy! Sean i zwiadowcy dostali złe mapy! Teraz są w niebezpieczeństwie! - wykrzyczała blondwłosa, a w jej oczach zabłysły iskierki przerażenia.
- Kto w niebezpieczeństwie? - do rozmowy nagle przyłączyła się Ria, spoglądając po wszystkich niepewnie. - Hej.. O co chodzi?
- Smoki...zaatakowały zwiadowców...Nie jeden...Dwa...- wypowiedziała, gdy nawiedziła ją kolejna mglista wizja, gdzie tym razem smok miał inny kolor. - To wszystko było zaplanowane...To pułapka. Nie ma tam żadnej pieczary... Oni... oni tam mogą zginąć! Wszyscy!- Co!? - wykrzyczała tym razem Ria. - Musimy ich ratować! Jedźmy tam!
- My tak, ale nie TY, Ria - rzekł twardo Ren.
- Muszę jechać! Pomogę wam! - upierała się przy swoim, mierząc ich uparcie wzrokiem.
- Nie. Nie jesteś jeszcze gotowa. - odpowiedziała chłodno rudowłosa. - Będziesz nam tylko zawadzać. - powiedziała, wiedziała, że dziewczyna chce pomóc, ale musiała to powiedzieć, mimo, że nie było to zbyt miłe.Zamilkła na chwilę, jakby ktoś nagle wymazał z jej głowy zastosowanie wszystkich literek. Pusto wpatrywała się w rudowłosą, czując rosnący w sobie gniew.
- To co, że nie mam jakiś mocy, nie jestem świetna w walce! Nigdy nic mi nie wychodziło, myślałam, że tu będzie inaczej! - wykrzyczała, odchodząc zła. Z jednej strony ulżyło jej, a z drugiej wiedziała, że zachowała się nie fair.
Rudowłosa westchnęła wpatrując się jak dziewczyna odchodzi.
- Ren, umiałbyś wytropić Seana? - zapytała go po chwili. Ona sama wiedziała nie wiele. Piach i skały.
- Pewnie tak. Dajcie mi chwilę - powiedział chłopak, zamykając na chwilę oczy i skupiając się. Wychodziło mu to jednak z trudnością, gdyż chodząca w kółko i gadająca Keyli nie ułatwiała sprawy.- Dookoła ma być tylko piach i skały...Wszędzie pustka. - opisywała jak mogła miejsce, które zobaczyła, a raczej mgliste urywki.
-Keyli... uspokój się, chodzeniem w kółko nic nie zdziałasz.

- No.. BO JA JUŻ NIE WYCZYMIE!
- Keyli!
- Co!? - wrzasnęła, a Ren pokręcił tylko głową.
- Wiem, gdzie oni są. Powinniśmy dotrzeć tam konno, jednak musimy się pośpieszyć.Po chwili zasiedli na konie i czym prędzej wyruszyli galopem na południowy zachód.
- Daleko jeszcze?! -krzyczała Keyli coraz.
- Obyśmy tylko zdążyli... -szeptała do siebie Ayren zaciskając mocniej wodze. Jeśli coś się stanie...To będzie jej wina.
Już z oddali dało się widzieć kłęby dymu wznoszące się ku niebu i znikające w chmurach. Przeraźliwy ryk raz po raz przecinał powietrze i zagłuszał ciszę, a ziemia drgała nieprzyjemnie.
- Pośpieszmy się! - ponaglała Keyli
- Keyli! Jeśli nam się uda, już zawsze będę wierzyć Twoim przeczuciom! -krzyknął do niej Ren.
- Ja również! - dodała ruda, a w ten przed nimi ukazała się bitwa ze smokami. Jeden miał ciemne łuski, drugi zaś jasne, jednak oba były olbrzymie.
- I SŁUSZNIE! - dodała, podkreślając każde ze słów. Gdy jednak dostrzegła przed sobą rozgrywającą się bitwę, zamarła, a jej źrenice rozszerzyły się gwałtownie.
- Sean! - krzyknęła do chłopaka, który próbował przetrwać wraz z innymi zwiadowcami.Chłopak na chwilę spojrzał w ich kierunku i zdziwił się ujrzawszy ich, jednak w głębi ducha ucieszył się, lecz do jego głowy przyszedł rozsądek.
- Uciekajcie z tond! - krzyknął.
Wiedział, że nie dadzą sobie rady.
Chciał, by przynajmniej oni przeżyli.
- Nie ma mowy! Nie pojedziemy bez ciebie! - krzyknęła Keyli, a Ren dodał:
- Nie udawaj chojraka, Sean!
Szatyn również zdawał sobie sprawę, że mogą nie wygrać. Mogą nie przeżyć.
W tym samym czasie brązowowłosa dziewczyna przemierzała galopem pustkowia, podążając śladem pogromców smoków. Modliła się w duchu, aby tylko zdążyła i nie zapomniała drogi, jaka jechali.
Sean zmierzył ich wzrokiem, po czym przegryzł wargę. Wiedział, że bez nich nie dadzą rady...a z nimi? Może uda im się zdobyć trochę na czasie i coś wykombinować? Machnął do nich ręką.
- Ale jak zginiecie, to nie moja wina. - mruknął, choć tak naprawdę po części był szczęśliwy, że ich zobaczył.
Kiwnęli głowami, a na ich twarze na chwilę wstąpiły uśmiechy. Podjechali bliżej chłopaka, szukając broń w walce ze smokami. Mogło to wydawać się bezsensownym pomysłem, gdyż przeciwko nim walczyły dwa, dorosłe gady, które jednym machnięciem ogona zmiatały z powierzchni cały las. Jednak oni nie mieli zamiaru się poddawać.
Ren wyjął łuk, po czym zaczął ciskać ognistymi strzałami w błony między skrzydłami smoków. Te jednak zdawały się nic nie czuć, jakby strzałami były maleńkie owady.
Keyli natomiast ciągle znikała i pojawiała się, chcąc ratować tych, którzy byli na granicy życia i śmierci.
Ayren wyjęła sztylety oraz przygotowała w razie konieczności miecz. Popędziła konno. Jeden rzut sztyletem był chybiony, drugim trafiła w oko czarnego smoka. Zdołała również osłonić jednego zwiadowcę i odeprzeć z trudem ogon smoka. Na polu bitwy działo się bardzo dużo, a przecież minęło dopiero parę sekund.
Nagle jednak potężny ryk odbił się echem od okolicy. Czarny gad skierował swój wzrok na zwiadowców, oraz pogromców smoków, a w jego ślepiach zapłonęła czysta nienawiść. Zerknął katem oka na swojego białego kompana, a oba smoki zwróciły się ku ludziom. Wydając z gardzieli chrapliwy warkot, wyszczerzyły kły, zionąc ogniem. W ten przez wszechobecny wir walki przebił się przygłuszony krzyk Rianny.
- NIEEEEE!
- Rianna... -wyszeptał Sean odwracając się w kierunku, z którego usłyszał głos, jednak nie mógł jej dostrzec, przez dym kurzu i piasku, który unosił się wszędzie dookoła. Widoczne były tylko cienie smoków, które kursowały nad nimi, wypatrując pojedynczych ofiar. Nagle jeden ze smoków, a konkretniej biały, wzleciał w powietrze i runął na ziemię tuż przed Rianną, stając na wielkich, zakończonych ostrymi szponami łapach. Dziewczyna z wrażenia spadła z konia, który przerażony stanął dęba, a następnie podbiega. Oczy szatynki rozszerzyły się z strachu, gdy gad przybliżył swój pysk do niej, spoglądając na nią złotymi ślepiami. Mogło by się wydawać, że gad pożre dziewczynę. Ten jednak zamiast tego, odwrócił się gwałtownie i z dzikim rykiem zaatakował czarnego smoka.Sean przypatrywał się temu wszystkiemu z takim samym zdziwieniem, jak pozostali. Otrząsnął się z szoku i podbiegł do szatynki, by jej pomóc wstać. - Jak ty to... - zaczął, lecz gdy spojrzał na nią uznał, że sama tego zapewne nie wie.Milczała przez dłuższą chwilę, sama nie do końca jeszcze świadoma tego, co się stało. Gdy jednak wszystko powoli do niej dotarło, wstała z ziemi, lekko trzęsąc się i spojrzała na dwa walczące teraz ze sobą smoki. Biały gad zupełnie sprzeciwił się swojego kompanowi, teraz próbując zabić jego.
- Czy możecie mi powiedzieć co tu się właściwie dzieje? - podeszła do nich Ayren, a razem z nią Keyli i Ren, którzy również nie wiedzieli, co o tym sądzić. Dwa smoki walczyły ze sobą, na śmierć i życie, a przecież nie dawno widzieli jak oboje atakowali ich samych. - Sama nie wiem... - przyznała po chwili Ria z otępiałym wyrazem twarzy. Po chwili jednak dotarło do niej, że biały smok tak naprawdę próbował skontaktować się z nią telepatycznie, jednak jej umysł był zamknięty, a wszystko dookoła strasznie rozpraszające.
- Ria! W porządku? Miałaś za nami nie jechać! - powiedziała zbulwersowana Keyli, nadymając buzię i oglądając szatynkę, czy aby nie jest ranna.
- Nie. Miałam nie jechać z wami, ale nie wspominaliście, że nie mogę jechać za wami...- zaśmiała się nerwowo, chcąc jakoś złagodzić sytuacje.
Ayren tylko pokręciła głową.
- Może jednak się na coś tu przydasz... -mruknęła niechętnie i uśmiechnęła się trochę, gdyż nie chciała narażać jej niepotrzebnie, szczególnie, że nie umiała jeszcze władać bronią. 
- Serio? - w oczach dziewczyny pojawiły się wesołe iskierki. Po chwili jednak potrząsnęła gwałtownie głową i przybrała poważny wyraz twarzy.
- Na pewno się przydam! - zasalutowała, spoglądając ukradkiem w kierunku smoków.- O ile nie będziesz pchała się do walki i uda ci się jakoś znów użyć tego czegoś, by tamten smok ciebie słuchał... -powiedziała rudowłosa niepewna swych słów. Nad ich głowami rozgrywała się właśnie walka, która decydowała o tym czy przeżyją.
Przez chwilę naszły ją wątpliwości. Nie była pewna tego, czy ponownie uda jej się nawiązać kontakt ze smokiem, a co najważniejsze, ponownie nad nim zapanować. Chciała jednak zrobić co w jej mocy.
Nagle wszystkich ogłuszył potężny ryk cierpienia i bólu czarnego smoka, a później białego, gdy czarnemu udało się złapać go za szyję.
-Szybko! Za skały! -krzyknęła Ayren i pociągnęła za sobą Rianne. Gdy tylko zdołali się oddalić i ukryć za skałami, nastąpił wielki huk, gdyż oba smoki wylądowały na ziemi. Czarny był nieco większy od białego, jednak miał uszkodzone jedno oko. Biały zaś miał lekko poszarpane lewe skrzydło, jednak nadal mógł latać. Obchodzili dookoła siebie nawzajem nie spuszczając siebie z oczu. Czarny warknął na niego a z jego paszczy wydobył się ogień. Czyżby chciał przyporządkować sobie znów białego smoka?
Ria poczuła przez chwilę dziwne uczucie. Przez jej ciało przeszła gorąca fala, a w głowie usłyszała głośny ryk. Wychyliła się zza skał, chcąc lepiej przyjrzeć scenie. Stanęła sparaliżowana, gdy zauważyła jak biały smok powoli zaprzestaje walki z czarnym. Zacisnęła pięści, mrużąc oczy, a po chwili krzyknęła głośno.
- Nie słuchaj go! Walcz!
Biały gad zwężyl złote tęczówki, a z jego gardzieli wydobył się ogłuszający ryk, gdy znów rzucił się na czarnego, zaciskając szczeki na jego gardle.Walka była z początku wyrównana, jednak później wygrana zaczęła przechylać się na stronę białego smoka, który na koniec zacisnął mocno szczęki na gardle swojego przeciwnika, a gdy go puścił, wyczerpany smok prawie do granic możliwości, przywarł pyskiem do ziemi, składając mu pokłon i odleciał co raz oglądając się czy aby ten za nim nie leci.Wielkimi oczami przyglądała się scenie, gdy biały smok pokonał swojego przeciwnika. Gad zaryczał zwycięsko, unosząc łeb do góry i szczerząc triumfalnie kły.
- Co teraz? - spytała Keyli. - Zaatakuje nas?! - przytuliła się do ramienia Ayren, wytrzeszczając oczy. - Rianna... - odetchnęła głęboko, gdyż nie wierzyła w to, co mówi - Podziękujmy mu. - odpowiedziała, a Keyli odskoczyła od niej.
- Zwariowałaś?! On ją pożre! - krzyknęła.
- Zazwyczaj boimy się tego czego nie znamy... Ale... Wierzę w Rianne i wiem, że poradzi sobie. - powiedziała a wszyscy spojrzeli na nią zdziwieni. Kto mógłby spodziewać się po niej takich słów?
-Rianna, będę cię asekurować, a wy wszyscy schowajcie broń. Nie chcemy przecież aby źle nas zrozumiał. -powiedziała, po czym sama schowała miecz do pochwy. 

Dziewczyna kiwnęła głową i uśmiechnęła się do rudowłosej.
- Dziękuję, Ayren - powiedziała, po czym odwróciła się w stronę smoka, idąc w jego kierunku. Gad wlepił w Rianne swoje spojrzenie złotych oczu, składając skrzydła. Białe jak śnieg łuski zalśniły w blasku zachodzacego z wolna słońca. Smok wydał z siebie nic nie znaczący pomruk, kątem oka spoglądając na Ayren.
- My... - zaczęła niepewnie szatynka, na poczatku bawiąc się palcami u dłoni. Po chwili jednak odchrzaknela i wyprostowała się: - Dziękujemy za pomoc. Bez ciebie nie dalibyśmy rady.
Smok ledwo widocznie.. usmiechnął się? I kiwnął delikatne łbem.Ayren ukłoniła się w pasie stojąc tuż obok Rianny. W przyszłości na pewno będziesz kimś niezwykłym. - pomyślała, po czym spojrzała na smoka który wzbił się w powietrze, okrążył ich w powietrzu i wzniósł się jeszcze wyżej i wyżej, aż znikł im z oczu. Będziesz wspaniałym Pogromcą Smoków... Nie. Władcą Smoków. - uśmiechnęła się do swoich myśli oraz do Rianny, która wykazała sie odwagą, a także dzięki nim wszyscy tutaj zawdzięczali życie. Jej i smokowi. - Odleciał... - szepnęła sama do siebie, zagłębiając się we własne rozmyślania. Po chwili jednak poczuła jak coś skacze jej na plecy, a sama dziewczyna przewróciła się pod ciężarem i przywitała z ziemią.
- Keyli!?
- Ria! Żyjesz! - zaśmiała się blondynka. Ren uśmiechnął się pod nosem i podszedł do rudowłosej, obejmując ją w pasie.- Powiedzmy, że zdałaś "pierwszy test", ale nie myśl sobie, że odpuszczę Ci jutro trening o świcie. - powiedziała Ayren, widząc leżącą bohaterkę dnia.
- No i wróciła stara Ayren! -zaśmiała sie Keyli.
- Ale najpierw świętowanie zwycięstwa! - powiedział Ren i cmoknął rudą w policzek przez co trochę sie zarumieniła i wyswobodziła się szybko z jego objęć. Jeszcze nie przywykła do okazywania uczuć, a już szczególnie gdy wokół było tyle osób.
- Eghem...Świętowanie będzie musiało zaczekać. Najpierw musimy dokładniej przeanalizować te mapy. - powiedział Sean. - Te! Te! Te! - wysylabizowała ironicznie Keyli, podchodząc do Seana i dźgnęła go palcem wskazującym w klate. - Daj spokój, panie poważny. Wygraliśmy walkę z DWOMA smokami! Wrzuć na chwilę na luz i chodź z nami to uczcić - usmiechnęła się szeroko, a do rozmowy wtrącił się Lucas i reszta związkowców.
- Jestem za. Chyba możemy się przyłączyć, prawda?
Ria zaśmiała się pod nosem, wstając z ziemi i otrzepując ubranie. - Więc coś jednak z nimi jest nie tak, prawda? - zapytała Ayren ignorując resztę. Sean przytaknął nieznacznie.
- Niech stracę...uczcijmy to. - poddał się w końcu, jednak prędzej czy później miał zamiar przeanalizować te mapy jeszcze raz. Może Ayren będzie coś wiedzieć?
- Hurra! -wykrzyknęła Keyli. - To co, wracamy do miasteczka? 

Nemi and Rima



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz