piątek, 11 października 2013

Wyruszają

Brązowowłosy chłopak leżał w ciemności, wpatrując się w sufit. Jedyną myślą, jaka teraz zaprzątała mu głowę była "ona". Rudowłosa dziewczyna, która przed sekundą wyszła z jego pokoju. Pamiętał to zdumienie, które wymalowało się jasną barwą na jej twarzy, gdy złożył na jej ustach krótki pocałunek, który miał odzwierciedlać to wszystko, co do niej czuł. Gdyby mógł, zatrzymał by ją przy sobie na dłużej. Wiedział jednak, że kiedyś nawet piękne chwile muszą doznać swego kresu. Miał tylko nadzieję, że wkrótce ponownie ją ujrzy. Mętlik w jego głowie nie pozwalał mu spokojnie nad tym wszystkim się zastanowić. Miał tyle pytań, które domagały się jak najszybszej odpowiedzi. On jednak czuł, że nie jest w stanie na nie odpowiedzieć. Może nie miał sił, może po prostu nie chciał. Chociaż na jedno z nich mógł odpowiedzieć bez problemu.
Na pewno ją kocham...

                                                                              ~♦~


  
Poranek należał do najzwyklejszych, jakie mogą mieć zajście w miasteczku Rose. Ludzie od samego rana krzątali się niczym pracowite mrówki i gonili za swoimi sprawami. Mogło się wydawać, że nic nie mogło zakłócić tego spokoju. Chociaż...
- Otworzyć bramę! Zwiadowcy wyruszają! - Krzyczał dość niski człowiek stojący przy murze. Reszta gapiów rozstąpiła się, aby móc ujrzeć dumnie jadących konno wojowników. W tym momencie nie myśleli oni o tym, iż mogą już nigdy nie wrócić żywi. Liczyła się tylko misja i to, co może ich na niej spotkać. Rodziny żegnały się ze swoimi dziećmi, mężami. Łzy obficie spływały po policzkach, spadając na ziemię. Nikt nie chciał tak szybko stracić najbliższych.
        Brama otworzyła się, a zwiadowcy popędzili konie, znikając poza murem. Nie słyszeli już szlochających matek, które machały im na pożegnanie. Nie słyszeli, ani nie widzieli już nic. Wiedzieli jedynie, że muszą wrócić za kolejny miesiąc.
- Sean! - Blondwłosa dziewczyna przedzierała się przez tłum w kierunku centrum miasteczka. Przechodnie posyłali jej mordercze spojrzenia, którymi ona bynajmniej się nie przejmowała. W końcu dostrzegła w tłumie znajomą sylwetkę.
- Ria! - Krzyknęła, dobiegając do szatynki. - Już... Pojechali? - Spytała, z trudem łapiąc oddech po szaleńczym biegu. Zielonooka kiwnęła głową.
- Jakieś pięć minut temu odjechali. Wybacz, że cię nie obudziłam, jednak tak słodko sobie spałaś. - Uśmiechnęła się przepraszająco. Blondynka westchnęła i machnęła ręką.
- Nic się nie stało. Pożegnałaś się z Seanem?
- ... Nie... - Wyznała po chwili. - Był ulokowany gdzieś pośrodku. Nie miałam do niego dojścia. Poza tym, co by to zmieniło.
- A ty jak zwykle masz jakieś czarne myśli. - Keyli pokręciła głową i złapała szatynkę za rękę, ciągnąc za sobą. - Chodź, musisz się jakoś rozerwać.
- Rozerwać? - Zdziwiła, próbując dotrzymać kroku blondwłosej.
- Sama zobaczysz. - Zaśmiała się cicho, wychodząc z tłumu.


                                                                            ~♦~

       
       
Brązowowłosy chłopak wybudził się ze snu, teraz wpatrując w krajobraz za oknem. Cały czas jego myśli kręciły się wokół rudowłosej dziewczyny. W końcu wstał i odsunął ciemne zasłony, pozwalając promieniom słonecznym nieco rozświetlić mrok panujący w pokoju. Otworzył okno i wyjrzał na zewnątrz, lustrując wzrokiem zatłoczone uliczki miasteczka Rose, gdzie ludzie dzień za dniem gonili za swoimi sprawami.
        Po wykonaniu porannych czynności, wyszedł z pokoju, kierując się krętymi schodami w dół. Ku jego zdziwieniu nie zastał ani jednego ze swoich towarzyszy. Czyżby o czymś zapomniał? Wtopił się w tłum przechodniów, mając choćby cień nadziei, że znajdzie jakąś znaną mu twarz.
- Dzień dobry. Wie pan może, czy zwiadowcy już wyruszyli? - Spytał starszego człowieka, siedzącego na ławeczce.
- Oh, toż to było rano, gdy otwarły się wrota bramy, a wszyscy na swych koniach wyjechali poza mury wioski.
- Rozumiem. Dziękuje. - Pożegnał się i odszedł.
A więc jednak już wyruszyli... Westchnął głęboko, opierając się o zimną ścianę jednego z budynków.
- Aż tak ci ciężko na duszy? - W ten usłyszał za sobą przytłumiony szept. Odwrócił się za siebie i ujrzał błękitne oczy, świecące w ciemności.
- Ayren... Nie strasz ludzi. Chcesz szybciej zakończyć mój nędzny żywot? - Uśmiechnął się łobuzersko do dziewczyny, która pokręciła głową.
- Nie przesadzaj. Co tu robisz?
- Właśnie dowiedziałem się, że zwiadowcy już wyruszyli.
- To już dziś? Rany... Zupełnie wyleciało mi z głowy. No cóż, trzeba znowu czekać miesiąc, aż powrócą.
- Ciekawe, ile trupów tym razem przywiozą. - Westchnął. - Ciągle ich przybywa.
- Nie mamy na to wpływu, Ren. - Położyła rękę na ramieniu chłopaka. - Oni sami chcieli zostać zwiadowcami. Sami wiedzieli, jaki los sobie zgotowali.
- Może i masz rację. Ale... Nie rozmawiajmy już o tym.
- Jasne. - Kiwnęła głową. - Lepiej znajdźmy te dwa wypłosze.
- Masz na myśli Rianne i Keyli?
- Mhm... Wiesz, nie to, że się martwię, ale Keyli bardzo lubi pakować się w kłopoty.
- Po prostu kłopoty chodzą za nią. - Zaśmiał się cicho i pociągnął dziewczynę za sobą.

1 komentarz:

  1. Łaaał :) Fajny blog :D No normalnie zostałam wciągnięta przez tę super historię :) Jem literkę po literce :3 Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy ;)

    OdpowiedzUsuń