niedziela, 29 września 2013

Bez cierpienia, nie było by miłości

Dedyk dla Alisy ;*

Rudowłosa spojrzała jeszcze raz w stronę odchodzącej szatynki. Zwiadowcą, tak? Tylko skąd ona wiedziała o moich rodzicach? -pomyślała .- No jasne. Keyli. Szybko otarła ostatki łez.
Wstała i skierowała się w stronę wioski. W końcu miała jeszcze parę nie dokończonych spraw. Dotarła do drewnianej chaty pokrytej pnączem na zewnątrz tak jak i w wewnątrz. Zapukała do drzwi. Nie minęło parę sekund, a drzwi się otworzyły.
-Ayren!
-Przepraszam, że tak późno. Naszły pewne komplikacje. -powiedziała i wyjęła jasno-brązową kopertę która była całkiem spora.
-Komplikacje?- zapytała i wzięła kopertę do ręki.
-Tak...to tylko moja nieostrożność. Nic więcej.
-Rozumiem...-powiedziała i rozejrzała się po okolicy. -Wejdź do środka. -był to rodzaj rozkazu niż prośby. Dziewczyna zastanawiała się chwilę, lecz uznała, że lepiej będzie nie stawiać się starszej kobiecie, szczególnie, że oddała jej korespondencję z dość sporym opóźnieniem.
Pani Emora wskazała jej krzesło, aby usiadła, jednak gdy Ayren zaprzeczyła, ta ponagliła ją by jednak posłusznie usiadła. Nie było sensu na spory więc i tak zrobiła. Starsza pani zasłoniła okna i zapaliła świecę.
-Dziękuję ci. Wiem, że mówiłam iż to tylko taka drobna rzecz, jednak wcale tak nie jest.
-Jak to? Nie rozumiem.
Kobieta otworzyła kopertę i wyjęła z niej złożone na cztery części dwie, bardzo stare mapy. Rozłożyła je na stole, przed rudowłosą.
-Co to...
-To są stare mapy zachodu. Pani Tamarel jest córką jednego z zwiadowców, który opracowywał mapy. Zaznaczał na nich nie tylko góry i rzeki, ale także różne zakamarki, jaskinie i pieczary dawnych smoków. -mówiła jej szeptem, a Ayren słuchała jej uważnie z szeroko otwartymi oczyma. -Tak więc mogą one pomóc w odkryciu zamku Pani Ciemności. Chcę abyś przekazała je królowi i powiedziała to wszystko, co ci przekazałam.
-Co się stało z tym zwiadowcą?- zapytała nagle.
-Ponoć gdy odkrył jedną z pieczar smoka, został zabity. Jednak dziwnym sposobem mapy przetrwały do dzisiaj. Weź je i strzeż jak oka w głowie przed oddaniem dla króla. Nikomu o nich nie mów i nikomu nie pokazuj.
-Nawet innym pogromcą smoków?
-Powiesz im dopiero wtedy, gdy oddasz mapy. A teraz idź. -dziewczyna tylko skinęła głową. Schowała kopertę za płaszcz i wyszła z chatki. Nagle przypomniało jej się, że nie oddała konia. Szybko pobiegła przed siebie. Staruszek jak zwykle siedział na ganku.
-Kogo ja widzę...
-Dzień dobry i przepraszam...
-Hm? Ale za co?
-Nie oddałam dla pana konia...-zaczęła zdezorientowana.
-Ty nie, ale on sam wrócił...coś nie tak?
-Co?! A...em...nic...Muszę już iść.-wydukała nerwowo i szybko skierowała się do zamku. Miała przed sobą dobry kawałek drogi.
~ ♦~
Rianna weszła na chwilę do pokoju Rena. Chciała sprawdzić czy już lepiej się czuje i czy niczego mu nie potrzeba. Keyli zaś musiała zostać w sklepie i sprzedawać chleb.
-Ren?-zapytała cicho stojąc za drzwiami.
-Wejdź.-odpowiedział. Szatynka weszła do środka. 
-Jak się czujesz?
-Lepiej. -uśmiechnął się krzywo. -...Rianna...-zaczął lecz nie wiedział czy warto skończyć
-Tak?
-...Rozmawiałaś z Ayren?-zapytał patrząc gdzieś  w przestrzeń smutnym wzrokiem
-Tak.-odparła krótko.
-Yhym.-mruknął nie odwracając wzroku
-Ona...płakała...-powiedziała cicho, lecz Ren natychmiast spojrzał w jej kierunku. Na jego twarzy wymalowało się zdumienie i niedowierzanie.
-Ona...nigdy...
-A może jednak płakała, ale w ukryciu?-zapytała. 
Każdy człowiek płacze. Nie ważne jak bardzo temu zaprzecza. To właśnie łzy dają nową siłę. 
Zielonooka wyszła z pokoju tym samym pozostawiając chłopaka z wieloma pytaniami. 
~♦~
Dziewczyna spoglądnęła na straż pilnującą wejścia do zamku. Posłała im lodowate spojrzenie. Na szczęście nie pytając o nic otworzyli jej bramę. Po chwili znalazła się w sali tronowej. Oczywiście nie odbyło się bez zbędnych drobiazgów, takich jak zapowiedź ''gościa''.
Rudowłosa podeszła do podwyższenia. Jej kroki były pewne, a peleryna dodawała jej tajemniczości. Uklękła na jednym kolanie, składając pokłon królowi.
-Witaj Królu.-powiedziała. Wokół niej stała straż.
-Wstań. Co cię tym razem sprowadza?-zapytał. Nie ukrywał również zdziwienia iż przyszła sama.
-Mam pewien...list.-odpowiedziała i rozejrzała się dyskretnie po strażnikach. Nie miała do nich zbytnio zaufania, jednak wyjęła korespondencję spod płaszcza i podała mu ją.
-Skąd to masz? -zapytał i aż wstał ze zdziwienia. 
-Od pewnej kobiety, córki zwiadowca. 
-Tamarel...-wyszeptał. 
-Jaskinie i pieczary, tajne zakamarki w zachodniej ''puszczy''. -szepnęła. Wiedziała, że król zrozumie o czym mówi.
-Dziękuję ci. Możesz już iść.
Skłoniła się jeszcze i wyszła z pałacu. W głowie kłębiło jej się tysiące myśli.
-Pogromczyni Smoków sama? No, no...A gdzie wasza sławna paczka?-usłyszała kpiący głos. Przystanęła na chwilę i odwróciła się. Stał oparty o drzewo, a na twarzy pojawił się szatański uśmieszek. Był to nie kto inny tylko książę.
-Nie twoja sprawa.-warknęła i już miała odchodzić, lecz książę nie odpuszczał.
-Sądzę, że jednak moja.
-Gdyby nie tytuł księcia, już dawno zginąłbyś z mojej ręki lub reki smoka.
-Trzy lata temu powiedziałabyś inaczej.-mruknął i zrobił kilka kroków w jej kierunku
-Nie wiem o co ci chodzi.
-Doprawdy? A może mam ci przypomnieć?
-To było lata temu!
-A więc pamiętasz...
-Tak i to był mój największy błąd!-krzyknęła mu prosto w twarz. Tak łatwo było ją wyprowadzić z równowagi.
-Gdybyś nie była pogromca smoków, spojrzałbym na ciebie inaczej. To wszystko potoczyłoby się inaczej.
-Nie obchodzi mnie to! Jesteś po prostu zwykłym, parszywym trollem!
-Twoje słowa ranią me serce...-powiedział teatralnym tonem.
-Niech zranią też twoją sztuczną dumę!-odrzekła i odwróciła się gwałtownie.
-Jesteś taka słodka gdy się złościsz. -gdy to usłyszała czuła jak ponowna fala gniewu przelewa szalę. Tym razem miarka się przelała. Podniosła dłoń i walnęła go całej siły. Czuła teraz wielką satysfakcję z tego co zrobiła dla ''księcia''. Należało mu się. - pomyślała po czym poszła w stronę domu Rena.
~♦~
Rudowłosa dziewczyna już miała zamiar pukać do domu, jednak cofnęła rękę. Co miała mu powiedzieć? Nie miała zamiaru przepraszać go całe życie, szczególnie, ze to on zaryzykował jeszcze bardziej niż ona. Przeszła obok okna i oparła się o ścianę na tyłach domu. Miała mętlik w głowie. Tyle się wydarzyło i nie wiedziała co z tym zrobić. Przecież to on zaryzykował życiem. Skoczył w wielka przepaść. Nie bez powodu nazywano tamto miejsce Kanionem Śmierci. 
-Tu się ukrywasz...- Ayren prawie podskoczyła z zaskoczenia, lecz szybko się powstrzymała. 
Obok niej stał Ren.
-Już ci lepiej?-mruknęła cicho. 
-Ayren...Powiedz mi...
-Co?!-warknęła. Po jednej stronie nie chciała się z nim kłócić. Chciała zakończyć te głupia kłótnię, lecz po drugiej wiedziała, że on tak łatwo nie odpuści.
-Dlaczego ryzykowałaś własnym życiem?!-spojrzał jej wyzywająco w oczy. Nie lubiła tego wzroku. Czuła jakby przeszywał jej wszystkie myśli na wylot, tym bardziej, że nie wiedziała jak mu odpowiedzieć. 
-Ja...-zaczęła, lecz nie mogła znaleźć odpowiednich słów. Jego ciemnobrązowe oczy patrzyły na nią z ciągłym wyczekiwaniem. 
-Dlaczego mnie uratowałeś?!- odpowiedziała pytaniem na pytanie.
-Bo...-zaczął, lecz też nie wiedział jak skończyć. Odwrócił wzrok. - Nie chcę cię stracić...-szepnął. 
W Ayren coś pękło. Dopiero teraz zrozumiała to wszystko. Czy to nie było oczywiste, a wręcz tak banalne?
Owszem, było, ale każdy lubi sobie utrudniać życie. Jednak teraz wiedziała. Wiedziała, że on również czuł to samo, gdy ona bała się o niego. Chwyciła go za koszulę i złożyła na jego ustach krótki pocałunek, po czym szybko odwróciła się. Założyła ręce i spuściła głowę.
-To było...podziękowanie...-wydukała nerwowo. Czuła wypieki na twarzy.
Szatyn spojrzał na nią zdumiony, jednak w każdej sekundzie narastały w nim uczucia takie jak pragnienie i szczęście. Jednym ruchem ręki przyciągnął ją do siebie, a drugim wziął ją za policzek i oddał pocałunek. 
-A to odpowiedź. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz