-I co?-zapytała szatynka, która przez napięcie między nimi nie mogła już dłużej wytrzymać.
-Smoków jest coraz więcej. Dziś rano zginęło pięciu rycerzy. Ponoć te stworzenia pojawiają się bardziej z zachodu. -opowiedziała w skrócie obojętnym głosem Ayres. Pominęła jedno. Mianowicie to, że ludzie z zamku zaczynają szemrać, że to ich wina.
-Powinniśmy już wracać. Muszę jeszcze pomóc kilku osobom z wioski.-powiedziała i miała już iść z powrotem nie zważając na innych, jednak gdy usłyszała pytanie Rianny natychmiast się zatrzymała.
-Czy książę też należy do Pogromców Smoków? -zagadnęła.
-Spotkałaś się z nim?-zapytała. Ayren była osobą bardzo spostrzegawczą, nie wspominając już o tym, że ciężko było przed nią kłamać.
-Tak. Jak tylko poszliście przyjechał na swoim koniu. Trochę z nim porozmawiałam i nie jestem pewna czy on naprawdę jest księciem. Nie był ani szarmancki, ani uprzejmy. - na te słowa rudowłosa prychnęła.
-Szarmancki? Uprzejmy? Jak ty mogłaś sobie tak o nim myśleć.
-Czyli to był książę?
-Tak...i nie jest jednym z nas.- odpowiedziała jej Keyli.
-Nigdy nie był jednym z nas i nigdy nie będzie. -dopowiedział Ren.
-To dlatego tak mówił o was...-szatynka ucięła się w język.
-Co mówił?!- Ayren podeszła do dziewczyny i spojrzała gniewnie w jej oczy.
-Ayren wiesz jaki on jest...-Keyli starała się załagodzić sytuację.
-Co on mówił?!-powtórzyła
-Mówił, że...po prostu na was narzekał...
-Czyli?!
-''Ci nic nie warci pogromcy jak zwykle do niczego się nie przydają''-przypomniała jego słowa.
-Oj nie dobrze...-westchnęła cicho Keyli do Rena. Wiedzieli jakie będą tego skutki.
Rudowłosa szybkim krokiem szła ścieżką powrotną. Wyjęła miecz z pochwy.
-Co za smarkacz! Gamoń, głupek, podły szczur...- przy każdym wypowiedzianym słowie miecz w jej rękach wbijał się w korę drzew, które rosły wokół.- Oszust, zarozumiały egoista, wredny...
-Ona tak zawsze?- zapytała cicho Rianna, a Keyli pokiwała tylko nie znacznie głową.
-Ayren odpuść sobie...-zaczęła optymistka, jednak gdy ruda się do niej odwróciła z płomieniem w oczach i mieczem w ręku, ta szybko zamilkła.
-Ayren...Keyli ma rację. -Ren podszedł do niej i nie zważając na to, że rudowłosa mogłaby teraz ukatrupić każdego kto stanie jej na drodze, odwrócił ją do siebie i położył jej ręce na ramiona. Spojrzał jej w oczy.
-Wiesz, że to stuprocentowy troll. Wszyscy wiemy, ale powinnaś się uspokoić. On się nie zmieni i pewnie on sam chce, abyś się przez niego wkurzyła.
Dziewczyna przez dłuższy czas wpatrywała się w spokojne oczy Rena. Jak on mógł tak do niej przemawiać, gdy jakiś parszywy szczur ich obraża?! Choć z drugiej strony może rzeczywiście przesadziła.
-Może masz rację...-szepnęła i odwróciła wzrok. Nie lubiła przyznawać komuś racji.
-Możemy już iść dalej?
-Ta...-mruknęła pod nosem
-Świetnie. Co macie dziś do roboty?-zapytała Keyli
-Ja na razie mam na szczęście wolne.
-Ja mam trochę obowiązków...Muszę pomóc ludziom z wioski.
-A właśnie! Miałam dziś sprzedawać chleb, Rianna pójdziesz ze mną? Oczywiście jeśli chcesz.
-Jasne! Czemu nie! W sumie to i tak nie miałabym co robić.
-Świetnie. Spotkamy się później wieczorem? Na przykład przy wielkim dębie?
-Może być. -mruknęła ruda
-My też przyjdziemy.
~♦~
Gdy dotarli do wioski każdy z nich poszedł w swoim kierunku.
Rudowłosa zapukała do chatki pewnej pani w podeszłym wieku. Bardzo ją lubiła. Często zbierała dla niej drewno na opał i rąbała je siekierką, nosiła wodę ze studni lub pomagała jej z ogrodzie.
-Witaj Ayren. Wejdź proszę. -kobieta zaprosiła dziewczynę do środka. Po chwili gdy była już w środku rozglądnęła się po pokoju. Drewniane ściany oraz sufit pokrywały pnącza zielonych roślin które rosły w doniczkach. Był również kominek, a nad nim półeczka z różnymi ozdobnymi drobiazgami jak figurka ptaka, czy flakonik. Przez okna tego pokoju wpadało światło oświetlające wszystkie zakamarki.
-W czym mogę dziś pomóc?
-Wiem, że to nie codzienna prośba...Ale czy mogłabyś pojechać i dać komuś pewną rzecz?
-Rzecz? Gdzie mam ...jechać? Do kogo?
-Pan Crevan pożyczy ci konia. Umiesz jeździć konno prawda?
-Tak. -odpowiedziała bez chwili wahania.
-Wspaniale. To nie daleko. Jakieś siedem kilometrów w jedną stronę. Dasz tę rzecz pani Tamarel. Mieszka ona za lasem na północnym zachodzie. Wiesz gdzie to jest?
-Tak. Byłam tam dawno temu. Kiedy mam jechać?
-Jeśli ci to nie przeszkadza to jak najszybciej.
-Pójdę po konia. Co mam przekazać tej osobie?
-Ach, to w sumie nic takiego. To moja stara znajoma. Chciałam jej przekazać trochę świeżych bułek i pewien list.- szybko podała tobołek z bułeczkami i korespondencję.
-Wrócę jak najszybciej. -powiedziała, wzięła rzeczy i poszła do Pana Crevana, który mieszkał trzy chatki dalej. Właściciel domu siedział przed gankiem.
-Pani Emora mówiła, że ma pan pożyczyć mi konia. -powiedziała na ''dzień dobry''
-Tak...tak...pamiętam. Poszedł szybko za dom i przyprowadził jasno-kasztanowatego ogiera.
-Tylko zwróć mi go jeszcze dzisiaj.-powiedział wręczając wodze.
-Obiecuję. -odpowiedziała i wsiadła na konia. Przed sobą umieściła też tobołek z bułeczkami, a list schowała za pelerynę. Skinęła jeszcze głową do właściciela konia i już miała jechać na północny zachód gdy przypomniało jej się, że może się trochę spóźnić na spotkanie pod dębem.
Muszę poinformować Keyli. -pomyślała i pojechała na koniu do straganu ze świeżym pieczywem. Już z daleka rozpoznała blondynkę w towarzystwie z Rianną.
-Ayren!-wykrzyknęła na powitanie.- Chcesz kupić pieczywo? Tak w ogóle to co robisz na koniu?
-Jadę północny zachód, za odległy las. Muszę coś przekazać. Możliwe, że nie zdążę na nasze spotkanie.
-No dobrze, przekażę Renowi. Uważaj na siebie!
-I kto to mówi...-mruknęła i pojechała na północny zachód.
Droga była usłana kamieniami, która po dłuższym czasie zmieniła się w wąską ścieżkę. W końcu na horyzoncie było widać las mieszany. Jedyne co zaniepokoiło dziewczynę to ciemne chmury zbliżające się z zachodu. Wiatr zmieniał kierunek i teraz również wiał od zachodu. Przejechała przez ciemny las. Musiała zrobić też krótkie postoje gdyż nie chciała wymęczyć konia. Na granicy lasu znajdowała się dolina a tam małe miasteczko o nazwie Roselland. Tuż obok znaku na skraju lasu była mała chatka. Dziewczyna zsiadła z konia i przywiązała go do słupa. Podeszła do drzwi i zapukała głośno. Otworzyła jej starsza pani o kruczoczarnych włosach i intensywnych niebieskich oczach.
-Dzień dobry...Szukam pani Tamarel.
-To ja. -odpowiedziała krótko przyglądając się rudej osóbce.
-Pani Emora mnie przysłała. Miałam dla pani przekazać tobołek z bułkami i pewien list.
-List?
-Tak. -wyjęła list zza płaszcza i poszła po tobołek z bułeczkami. Po chwili wręczyła go kobiecie.
-Dziękuję...
-Czy coś przekazać?
-Nie trzeba...chociaż...może...Poczekaj tu chwilę.-powiedziała, weszła do chatki i zamknęła za sobą drzwi.
-Ach, to w sumie nic takiego. To moja stara znajoma. Chciałam jej przekazać trochę świeżych bułek i pewien list.- szybko podała tobołek z bułeczkami i korespondencję.
-Wrócę jak najszybciej. -powiedziała, wzięła rzeczy i poszła do Pana Crevana, który mieszkał trzy chatki dalej. Właściciel domu siedział przed gankiem.
-Pani Emora mówiła, że ma pan pożyczyć mi konia. -powiedziała na ''dzień dobry''
-Tak...tak...pamiętam. Poszedł szybko za dom i przyprowadził jasno-kasztanowatego ogiera.
-Tylko zwróć mi go jeszcze dzisiaj.-powiedział wręczając wodze.
-Obiecuję. -odpowiedziała i wsiadła na konia. Przed sobą umieściła też tobołek z bułeczkami, a list schowała za pelerynę. Skinęła jeszcze głową do właściciela konia i już miała jechać na północny zachód gdy przypomniało jej się, że może się trochę spóźnić na spotkanie pod dębem.
Muszę poinformować Keyli. -pomyślała i pojechała na koniu do straganu ze świeżym pieczywem. Już z daleka rozpoznała blondynkę w towarzystwie z Rianną.
-Ayren!-wykrzyknęła na powitanie.- Chcesz kupić pieczywo? Tak w ogóle to co robisz na koniu?
-Jadę północny zachód, za odległy las. Muszę coś przekazać. Możliwe, że nie zdążę na nasze spotkanie.
-No dobrze, przekażę Renowi. Uważaj na siebie!
-I kto to mówi...-mruknęła i pojechała na północny zachód.
Droga była usłana kamieniami, która po dłuższym czasie zmieniła się w wąską ścieżkę. W końcu na horyzoncie było widać las mieszany. Jedyne co zaniepokoiło dziewczynę to ciemne chmury zbliżające się z zachodu. Wiatr zmieniał kierunek i teraz również wiał od zachodu. Przejechała przez ciemny las. Musiała zrobić też krótkie postoje gdyż nie chciała wymęczyć konia. Na granicy lasu znajdowała się dolina a tam małe miasteczko o nazwie Roselland. Tuż obok znaku na skraju lasu była mała chatka. Dziewczyna zsiadła z konia i przywiązała go do słupa. Podeszła do drzwi i zapukała głośno. Otworzyła jej starsza pani o kruczoczarnych włosach i intensywnych niebieskich oczach.
-Dzień dobry...Szukam pani Tamarel.
-To ja. -odpowiedziała krótko przyglądając się rudej osóbce.
-Pani Emora mnie przysłała. Miałam dla pani przekazać tobołek z bułkami i pewien list.
-List?
-Tak. -wyjęła list zza płaszcza i poszła po tobołek z bułeczkami. Po chwili wręczyła go kobiecie.
-Dziękuję...
-Czy coś przekazać?
-Nie trzeba...chociaż...może...Poczekaj tu chwilę.-powiedziała, weszła do chatki i zamknęła za sobą drzwi.
Po dłuższej chwili drzwiczki zaskrzypiały i znów stanęła przed nią kobieta.
-Przekaż jej ten list w podzięce.-pokazała białą kopertę. Rudowłosa szybko wzięła ją od kobiety i wsadziła za płaszcz.- Uważaj na siebie, niebezpieczeństwo czyha w każdym zakamarku.
Dziewczyna usiadła na koniu i pognała ścieżką którą dojechała aż tutaj. Coraz bardziej niepokoiły ją ciemne chmury z zachodu. Przejechała już trzy kilometry. Zerwał się mocniejszy wiatr. Zaczął padać deszcz. Po chwili było słychać już pierwsze grzmoty. Koń niespokojnie przebierał kopytami. Gdy wyjechali z lasu na rozległą, pustą dolinę dziewczyna znów poczuła niepokój. Nagle z nieba rozległ się grzmot i błysk. Piorun uderzył niedaleko nich powodując pożar na łące. Koń przestraszony stanął dęba na dwóch nogach. Rudowłosa spadła z niego na ziemię. Uderzyła mocno o głowę i była nieprzytomna. Zwierzę odbiegło od miejsca wypadku, ogłuszone przez liczne grzmoty i zaślepione przez łąkę która teraz stała w płomieniach.
Przez burzę przedarł się ryk smoka. Czy to właśnie taki koniec czekał Ayren? Zginięcie w pożarze, bądź rozszarpanie jej ciała przez ogromnego smoka, który zmierzał w jej kierunku? Czy właśnie tak giną wielcy bohaterowie? Może to właśnie jest jej przeznaczenie. Każdy żołnierz chce czymś udowodnić swoją silę i odwagę, a później zginąć w walce, lecz z honorem. Ayren jednak jest teraz bezbronna. Nie wie co się dzieje. Nie wie, że wokół niej krążą płomienie, które szepczą o jej przyszłej śmierci, a smok wypatruje w górze kolejnego ciała do rozszarpania. Żywioł czy zwierzę zakończy jej żywot? A może jest jeszcze odrobina nadziei. Nadziei która trwa do samego końca. Do samej śmierci.
Dziewczyna usiadła na koniu i pognała ścieżką którą dojechała aż tutaj. Coraz bardziej niepokoiły ją ciemne chmury z zachodu. Przejechała już trzy kilometry. Zerwał się mocniejszy wiatr. Zaczął padać deszcz. Po chwili było słychać już pierwsze grzmoty. Koń niespokojnie przebierał kopytami. Gdy wyjechali z lasu na rozległą, pustą dolinę dziewczyna znów poczuła niepokój. Nagle z nieba rozległ się grzmot i błysk. Piorun uderzył niedaleko nich powodując pożar na łące. Koń przestraszony stanął dęba na dwóch nogach. Rudowłosa spadła z niego na ziemię. Uderzyła mocno o głowę i była nieprzytomna. Zwierzę odbiegło od miejsca wypadku, ogłuszone przez liczne grzmoty i zaślepione przez łąkę która teraz stała w płomieniach.
Przez burzę przedarł się ryk smoka. Czy to właśnie taki koniec czekał Ayren? Zginięcie w pożarze, bądź rozszarpanie jej ciała przez ogromnego smoka, który zmierzał w jej kierunku? Czy właśnie tak giną wielcy bohaterowie? Może to właśnie jest jej przeznaczenie. Każdy żołnierz chce czymś udowodnić swoją silę i odwagę, a później zginąć w walce, lecz z honorem. Ayren jednak jest teraz bezbronna. Nie wie co się dzieje. Nie wie, że wokół niej krążą płomienie, które szepczą o jej przyszłej śmierci, a smok wypatruje w górze kolejnego ciała do rozszarpania. Żywioł czy zwierzę zakończy jej żywot? A może jest jeszcze odrobina nadziei. Nadziei która trwa do samego końca. Do samej śmierci.
Strasznie długie notki piszecie. Właśnie takie lubię najbardziej ;) Po takim zakończeniu nie dajcie za długo czekać na kolejną część. Chyba zyskaliście czytelniczkę ;D
OdpowiedzUsuń