środa, 25 września 2013

Czy to sen?



Przywitały ją jasne promienie słoneczne, które z uporem maniaka pchały się tam, gdzie nie trzeba. Przetarła oczy i ziewnęła ospale. Rozejrzała się po okolicy, dając chwilę swoim mięśniom, aby doszły do siebie po zimnej nocy. Uśmiechnęła się chłodno, na samo wspomnienie o wczorajszym dniu.
Już nigdy tam nie wrócę. Nie mam najmniejszego zamiaru. Mogę doskonale poradzić sobie sama. Znajdę sobie jakąś w miarę dobrą pracę i… wszystko się ułoży, prawda? Szkoda, że to tylko moje własne marzenia, które są tak trudne do realizacji. Czasami mam wrażenie, że los kpi sobie ze mnie. Gardzi mną i robi co chcę, jak ze szmacianą lalką. Jednak żyjemy. Żyjemy, bo mamy duszę, która jest ulokowana gdzieś głęboko w nas. Gdyby jej nie było, już dawno nasz świat by zginął.
        Podpierając się sędziwej kory drzewa, podniosła swoje ciało do pionu. Tylko jedna jedyna rzecz niepokoiła ją w tym momencie.
Nie przypominałam sobie, żebym wczoraj zasnęła koło wody. Chociaż w sumie było ciemno, biegłam na oślep. Może trafiło się tu gdzieś małe źródełko, a ja po prostu tego nie zauważyłam. Głupie wytłumaczenie, ale chociaż jakieś jest.
Westchnęła i zarzucając torbę na ramię podążyła dalej przed siebie. Mgła powoli opadała, umożliwiając swobodne widzenie. Naciągnęła bardziej skórzaną kurtkę na ramiona czując jak zimno ponownie przenika przez jej skórę. Oddech tworzył charakterystyczną parę, które rozpływała się po paru sekundach. Z irytacją odgarnęła jeden kosmyk włosów za ucho, który wchodził mi do oczu.
- Teraz z tymi włosami jeszcze więcej kłopotu… - Pomyślała, kręcąc głową. Po chwili spokojnego marszu doszła do niewielkiej polany, na której pasło się stado saren. Uśmiechnęła się delikatnie widząc, jak spokojnie skubią trawę. Nagle jedno zwierze spojrzało się w jej stronę i zastrzygło uszami. Cofnęło się o krok i wbiegło dalej w głąb lasu, co uczynili pozostali.
- Nie… odchodźcie… - Wyciągnęła ku nim dłoń, choć wiedziała, że nic to już nie zmieni. Nawet zwierzęta jej nie lubią.
        Nagle usłyszała przeraźliwy ryk, który odbił się echem po lesie. Zasłoniła uszy, kuląc się pod jednym z drzew. Wszystko zwierzęta pochowały się w swoim norkach, bacznie nadsłuchując. W ten po niebie przemknęła ciemna sylwetka, zasłaniając na chwilę słońce.
- C-co to… jest… - Wyszeptała łamiącym głosem. Przez chwilę wydawało się być spokojnie. Żadnych niebezpiecznych dźwięków. Wstała i rozejrzałam się uważnie, dochodząc do wniosku, że to coś pewnie już sobie poszło. Myliła się. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że przed nią wylądował najprawdziwszy… smok. Gad miał czarne niczym noc łuski, oraz błękitne ślepia. Machnął on raz ogonem zmiatając z powierzchni pół lasu.
Czy ja śnię, czy przedawkowałam jakiś lek, którego nie pamiętam? Przecież dawno temu byłam chora, więc już dawno by powinno zadziałać i dawno powinnam już widzieć OGROMNE SMOKI!
        Krzyknęła, zrywając się do biegu, jednak tuż przed nią wylądowała wielka łapa smoka uzbrojona w ostre, śmiercionośne pazury. Gwałtownie zatrzymała się, o mało co nie przewracając do tyłu. Smok rozwarł szczękę, gotowy zadać cios, jednak w tym samym momencie coś uniosło ją w górę. Zacisnęła powieki, nie chcąc na to patrzeć. Nie chciała patrzeć.
- Nie bój się, jesteś już bezpieczna. – Usłyszała miły głos, który najwyraźniej mówił do mnie. Niechętnie spojrzała się na osobę, która przede nią stała, a raczej kucała. Była to dziewczyna o blond włosach, które sięgały łopatek. Miała duże, niebieskie oczy i była dość… dziwnie ubrana.
Czy ona należy do wojska? I co ja robię na drzewie?!
- K-kim jesteś? – Spytała nadal drżąc.
- Mam na imię Keyli. Chodź, zabiorę cię w bezpiecznie miejsce. – Uśmiechnęła się i złapała szatynkę za rękę.
- Nie! – Wyrwała jej się szybko. – Chcę wiedzieć, o co tu chodzi! Gdzie ja jestem! – Krzyknęła, czując, że zaraz wybuchnnie. Blondwlosa chciała odpowiedzieć, jednak zdążył ją uprzedzić wielki ogon gada, który zepchnął obje z drzewa, zrównując przy tym z ziemią. Rianna syknęła, czując jak ból rozchodzi się po jej ciele. Wzrokiem wyszukała dziewczyny. Leżała parę metrów dalej przygnieciona grubym konarem. Brązowowłosa wstała chwiejnie, chcąc ruszyć jej na pomoc, jednak została szybko zatrzymana przez rudowlosą dziewczynę, która złapała ją za kaptur.
- Ty. – Zagrzmiała. – Idziesz ze mną. – Nie mówiąc nic więcej, pociągnęła zdezorientowaną dziewczynę  za sobą.
- Ale! Czekaj! Ona tam zginie!
- Poradzi sobie. – Odparła beznamiętnie. Szatynka spojrzała się za siebie, jednak nie było tam już blondwłosej.
Może udało jej się uciec. Oby.
Po krótkiej chwili przestała się już wyrywać, gdyż uznała, że jest to bezcelowe.
I tak by mnie nie puściła.
- Ayren!
- Ren.. – Rudowłosa spojrzała się w stronę wysokiego szatyna, który zmierzał w naszą stronę.
Jakbym go skądś znała…
- Kto to? – Spytał, wskazując gestem na Rianne. 
- Pchała się tam, gdzie nie trzeba. Musimy stąd spadać. – Oznajmiła, ponownie ciągnąc brązowowłosą za sobą.
- A gdzie Keyli?
- Poradzi sobie. – Powtórzyła i razem we trójkę wyszli z pola bitwy na pustą przestrzeń. Szatynka odetchnęła głęboko, czując, że jest bezpiecznie. W ten rudowłosa puściła jej kaptur, a ona spotkała się w niemiłych okolicznościach z ziemią.
- Kim jesteś?
- Jestem… Rianna. – Odparła, masując sobie głowę. Dopiero teraz mogła im się lepiej przyjrzeć. Dziewczyna, która miała na imię ponoć Ayren  miała długie, sięgające pasa rude włosy i niebieskie oczy. Chłopak pod nazwą Ren, miał pół długie, brązowe włosy i ciemne oczy.|
Czemu ciągle zdaje mi się, że ich skądś znam?
       Nagle zauważyła, jak coś macha z oddali. Zmrużyła oczy i dopiero po chwili ujrzała postać uśmiechniętej blondynki, zmierzającej w ich stronę.
- Obecna! – Zaśmiała się cicho, odgarniając włosy do tyłu.
- Dobrze, że żyjesz. A teraz wracajmy do zamku.
- Jakiego zamku?! – Wykrzyknęła Rianna. – Co tu chodzi?!
- Jeśli z nami nie pójdziesz, to zaciągnę cię siłą ty..!  - Zaczęła Ayren jednak Keyli szybko jej przerwała.
- Ayren, kochanie, uspokój się. – Westchnęła, zwracając się po chwili do szatynki. – Posłuchaj mnie. Jeśli nie pójdziesz z nami, ten smok prędzej czy później i tak powróci, a my ci wtedy nie pomożemy. Miałaś wielkie szczęście, że byliśmy w pobliżu, więc błagam cię, chodź z nami, a obiecuję, że wszystko ci wyjaśnię po drodze, dobrze? – Nie miała ochoty się z nią kłócić. Poza tym, widać było, że naprawdę chcę dobrze. Kiwnęła więc tylko głową, wstając z ziemi i ruszając za nimi. Ayren z Renem szli na przedzie, a Rianna z Keyli z tyłu. Chciała się wreszcie dowiedzieć, o co tu chodzi. Naprawdę nie miała ochoty się już kłócić.
- Ok. Wylądowałaś w naszym magicznym świecie. W sumie, dziwię się, że nic nie wiesz o tym świecie, jednak sądząc po tym przybyłaś z innego wymiaru. Toteż jak już wspominałam naszym światem rządzi magia. Wybudowaliśmy miasta i osady, w których żyjemy. Codziennie jednak musimy zmagać się z trudami życia i walczyć na śmierć i życie ze smokami. Są do tego dobrze wyspecjalizowane jednostki żołnierzy, do których my należymy. Jesteśmy tak zwanymi pogromcami smoków. – Wskazała na znak na tyle swojego płaszcza, który ukazywał smoka, oraz dwa skrzyżowane miecze. – Na co dzień wiedziemy spokojne życie w wiosce. Ja na przykład sprzedaję chleb. Ren jest stajennym, a Ayren pomaga w wiosce. Zwyczajnie, nie? Mamy królową i jest super. Jest jeszcze jednak zła królowa. To ona wysyła na nas smoki. Wraz ze swoimi podwładnymi chcę przejąć władzę nad całą krainą, jednak my nie pozwolimy, aby tak się stało! Dlatego właśnie staliśmy się Pogromcami Smoków. – Uśmiechnęła się promiennie, unosząc miecz ku górze.
- Super! – Pisnęła zachwycona Ria a w jej oczach ukazały się dwie gwiazdki.
- Heh, może się wydawać, jednak gdy już zaczniesz walczyć, musisz być przygotowany nawet na najgorsze. Czyli na śmierć. Jest to więc bardzo trudna praca i pełna poświęcenia. Nie wiesz, czy wrócisz żywy. Warto jednak ryzykować, to świetna zabawa! – Zaśmiała się.
- Keyli, dla ciebie to wszystko świetna zabawa. Dlatego czasami trzeba cię samą ratować. – Wtrącił się Ren, przewracając oczami.
- Hihi, daj spokój ponuraku! Po prostu ty tego nie czujesz. – Machnęła ręką.
- Że co?!
- A no tak! – Po chwili oboje zaczęli się kłócić. Szatynka pokręciła z politowaniem głową. Nagle jakby ją olśniło. Szybko wyciągnęła z torby książkę i zaczęła szybko przewracać poszczególne strony.
Chwila, chwila. Kraina magiczna, smoki, zła królowa, dobra królowa, walka ze smokami i… moi bohaterowie! Wszystko się.. zgadza. Ale to nie możliwe. Jakim cudem ja mogłam przenieść się do świata z książki?
- Wow! – Wykrzyknęła po chwili. Wszyscy spojrzeli się na nią zdziwieni tak nagłym zachowaniem. – Jesteście moimi ulubionymi bohaterami z książki! – Złapała się za głowę. – Pamiętam was. Ayren, ciebie nie zbyt lubiłam – bez obrazy. Ren – ciebie nienawidziłam. Keyli – strasznie pozytywna! Ale nie wiedziałam, że jesteście w jakiejś grupie! Czy ja coś pominęłam? – Zaczęła ponownie nerwowo wertować strony.
- Z książki? – Zdziwiła się Ayren, mrużąc oczy. – Pokaż. – Wyciągnęła rękę w stronę Rianny. Posłusznie ulokowała w jej ręce książkę. Dziewczyna zaczęła dokładnie przeglądać wszystkie strony, a po chwili wydała z siebie okrzyk.
- O! Patrzcie, jesteśmy sławni! – Wskazała palcem na swoje zdjęcie. Keyli i Ren w sekundę pojawili się u jej boku z wielkim „łaaał, to serio my”
- Nie, bo święty mikołaj. – Wgryzła się brązowowłosa. – Naprawdę, to wy! O rany, to jest… moje spełnienie marzeń. Kocham was, no! – Zaśmiała się, kręcąc w kółku. Uśmiechnęli się oni wesoło i ponownie pociągnęli za sobą.
- Musimy dotrzeć do zamku.
- I omijać księcia. – Wtrąciła Keyli nieco zdegustowana.
- Dlaczego?! Oh, książę! Marzyłam, aby go zobaczyć! – Westchnęła rozmarzona. Zrobili wielkie oczy i spojrzeli się na nią jak na chorą umysłowo.
- Nie wiesz, co mówisz…
- Ale co, coś nie tak? – Spytała.
- Zobaczysz…
Resztę drogi przebyliśmy w zupełnym milczeniu. No, może od czasu do czasu ktoś rzucił pytanie „daleko jeszcze?”. Poza tym nikt nic nie mówił. Ria byłam zbyt podekscytowana tym wszystkim, aby myśleć trzeźwo.
        Po jakimś czasie dotarli do murów zamku. Widok aż zapierał dech w piersiach. Wyobrażała go sobie wiele razy, jednak nigdy nie sądziła, że zobaczy go na żywo.
- Jesteśmy w domu. – Oznajmiła Keyli, uśmiechając się.
- Patrzcie, ktoś jedzie w naszą stronę. – Wtrąciła Ayren. Rzeczywiście tak było. Postać w jasnym płaszczu, galopująca w ich stronę.
- Wiadomość od Króla! – Ogłosił, gdy był dostatecznie blisko. – Wasz zespół jest widziany na dworze Królewskim w tej chwili, zrozumiano? A to kto? – Wskazał na szatynkę.
- Mam na imię Rianna. – Przedstawiła się. – Jestem jakby to powiedzieć „ta nowa”.
- Rozumiem. – Prychnął pod nosem i odjechał.
- Nie zbyt miły. - Mruknęła Ria, krzywiąc się lekko.
- Nie martw się. - Uśmiechnęła się Keyli, kładąc jej rękę na ramieniu. - My niedługo wrócimy. Musimy się wstawić na dworze Królewskim. Gdy wrócimy, opowiemy ci o wszystkim, dobrze? - Brązowowłosa kiwnęła głową z delikatnym uśmiechem. Usiadła sobie wygodnie, obserwując, jak odchodzą w stronę zamku. Peleryny dumnie powiewały na wietrze, prezentując ich godło.
Wow... To jest super... Rozmarzyła się, obejmując kolana rękami. W ten usłyszała stukot kopyt, który z każdą chwilą nasilał się. Uniosła głowę i spojrzała przed siebie.
- K-książę... - Wyszeptała, nie dowierzając temu, co widzi. Młodzieniec zmrużył lekko oczy, przyglądając się dziewczynie.
- Kim jesteś? - Spytał.
- Mam na imię Rianna, Książę. - Wstała i ukłoniła się lekko.
- Z tego co widzę, jesteś nowa w Królestwie. - Westchnął. - Zgaduję, że napadły cię smoki. - Prychnął pod nosem. - Ci nic nie warci pogromcy jak zwykle do niczego się nie przydają.
Nic nie warci? Czy on aby nie należał również do nich, a sam narzeka? - Nie ważne, nie mam czasu na użeranie się z nowymi. - Westchnął i po chwili odjechał. Szatynka przez dłuższą chwilę stała jeszcze w bezruchu. Nie zdążyło do niej dojść, co się stało. Przecież Książę, którego sobie wyobrażała, był zupełnie inny. Miły, tolerancyjny, szarmancki, życzliwy.
Kto to w ogóle był? Jeśli to był Książę, to ja jestem mikołajem. Ponownie usiadła sama nie wiedząc, co ma o tym myśleć. Postanowiła, że spyta się co nieco nowo poznaną grupę pogromców, gdy wrócą od Króla.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz