-Ayren!-wykrzyknęła Keyli wchodząc w tym samym czasie do pokoju. Podbiegła do przyjaciółki i mocno ją uścisnęła.
-Tak się o Ciebie martwiliśmy! -obok niej stała Rianna która również się przejęła tą całą sytuacją.
-Co tak właściwie się stało?-zapytała ruda
-Myśleliśmy, że ty nam powiesz. Widzisz koń Rena, Nightmare cię tu przywiózł. Byłaś przymocowana do niego i nieprzytomna.
-...Gdzie jest Ren?!
-Tego nie wiemy. Jak tylko zdjęliśmy cię z konia, zwierze te pobiegło natychmiast przed siebie.- powiedziała Rianna.
-Sean i jego ludzie próbowali podążyć za jego koniem. Nadal jego poszukują.
Po chwili dało się słychać końskie rżenie, a po chwili pukanie do drzwi. Do pokoju wszedł czarnowłosy chłopak.
-Sean!
-Ayren! Wszystko w porządku?
-Gdzie jest Ren?- zapytała. Nie myślała teraz o sobie, o obolałych mięśniach które dawały jej się we znaki. Chciała wiedzieć gdzie jest Ren za wszelką cenę.
-Nadal go szukamy. Burza zmyła wszystkie ślady.
-Chcę jechać z tobą!
-Wykluczone! Jesteś mocno osłabiona! Nie zgadzam się!
-Wiesz, że jeśli będzie taka potrzeba polecę nawet na smoku, więc nie próbuj mnie powstrzymywać!-krzyknęła mu prosto w twarz, Ayren.
Wiedział doskonale, a także czytał pomiędzy wierszami. Wiedział, że nawet jeśli się nie zgodzi, to ona i tak znajdzie sposób aby pojechać. Nawet jeśliby ryzykowała swoje własne życie. Tak bardzo chciała go odnaleźć. Nagle dziewczyna złapała się za skronie i zmarszczyła czoło. Opadła na łóżko. Keyli i Rianna szybko ją podtrzymały. Rudowłosa otworzyła szeroko oczy.
-Wiem...Wiem gdzie on jest!
-Miałaś widzenie?-z niedowierzaniem zapytała Keyli
-Jakie ''widzenie''?- wtrąciła się Rianna która nie zbyt wiedziała o co chodzi.
-Tak. Możliwe że jest gdzieś za kanionem. W dole rzeki...u wybrzeża. Sama nie wiem gdzie dokładnie. Musimy jechać! Szybko!-wstała i z wyczekiwaniem patrzyła na Seana.
-Nie pozostawiasz mi wyboru. W drogę.
-Ej a ja?!-upomniała się Keyli.
-Zostańcie. Ktoś musi zostać i przekazać innym w razie czego. Możliwe że później przyda nam się wasza pomoc.-powiedział i razem z Ayren wyszedł z domu.
Wciągnął ją na czarnego wierzchowca i galopem popędzili ku Wielkiemu Kanionu. Który był też nazywany Kanionem Śmierci.
~♦~
Przejażdżka trwała długo. Zbyt długo. Im bliżej byli tego miejsca, tym częstsze i wyraźniejsze były wizje Ayren. Gdy dotarli do Kanionu musieli przedostać się w jakiś sposób na sam dół. Wybrali okrężną drogę. To było ich jedyne wyjście.Dziewczyna stanęła o własnych siłach i zaczęła przeszukiwać brzeg. Jedyne czym się kierowała to umysłem. Co prawda, jej wizja nie pokazała dokładnie czy to właśnie on tam jest, jednak nic innego teraz jej nie pozostało. Czuła jak głowa zaczynała jej pękać z nadmiaru odbieranych sygnałów. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie miała. Ostatnia wizja była dobre cztery lata temu. Co prawda była to jej umiejętność jednak nie kontrolowała jej. Ona sama przychodziła tylko wtedy gdy miała na to ochotę. Tym razem widocznie wysłuchała cichych próśb dziewczyny i objawiła się dając jej resztki nadziei.
Nagle zobaczyła w oddali konia który zmierzał w ich kierunku. Od razu rozpoznała w nim Nightmara.
-Sean!-krzyknęła aby ten również go ujrzał. Chłopak szybko podbiegł do nich.
-Gdzie jest Ren?-zapytał konia, który zawrócił i zaczął biec kłusem. Widać było po nim, że jest wykończony. Szybko nadążyli za nim. Po chwili wśród szczątek połamanych drzew i skał rudowłosa ujrzała ciało chłopaka.
-Ren!-krzyknęła żałośnie. Teraz nawet głos odmawiał jej posłuszeństwa. Podbiegła do niego. Sean razem z nią wyciągnął chłopaka.
-Ren...odezwij się...-łkała. Sean przyłożył ucho do jego klatki.
-Oddycha.-powiedział i zaczął rozpinać jego koszulę tuż nad mostkiem. Jeśli chcieli aby żył, musieli szybko działać. Mógł się nałykać dużo wody, przez co stracił przytomność. Rudowłosa przetarła dłonią oczy, z których napływały liczne łzy. Nigdy nie pozwoliła na to aby ktoś widział jak płacze. Nawet gdy zginął jej ojciec, lecz teraz nie powstrzymywała ich.
-Ja to zrobię. -powiedziała i nachyliła się nad Renem. Sean przytaknął. Złożyła ręce i szybkim ruchem naciskała co kilka razy jego klatkę piersiową. Złączyła jej usta z jego ustami i przekazała mu tym samym powietrze. Po chwili Ren podniósł głowę i wypluł nadmiar wody.
-Ayren...?-zapytał lecz po tym znów jego głowa opadła na ziemię.
-Zabierzmy go stąd. -powiedział Sean. Usłyszeli rżenie konia. Za nimi siedzieli na koniach znajomi Seana.
-Pomóżcie nam. -rozkazał czarnowłosy chłopak i wspólnie, ostrożnie przymocowali nieprzytomnego Rena na gniadym koniu i ruszyli do domu.
Drzwi otworzyła Keyli.
-Co...-głos zamarł jej w gardle.
-Żyje, ale jest nieprzytomny.- powiedział Sean i położył go za pomocą swoich towarzyszy na łóżku.
-Ale...co się stało?-zapytała nieśmiało Rianna. Ostatnie wydarzenia były wręcz przygnębiające. Najpierw Ayren, później Ren.
-Znaleźliśmy go na wybrzeżu rwącej rzeki. W dole Kanionu Śmierci. -oznajmiła cicho Ayren. Jej oczy wciąż miały przed sobą chłopaka, pomiędzy skałami. Teraz leżał bezpieczny, jednak i tak się o niego martwiła. Odkąd została Pogromcą Smoków byli najlepszymi przyjaciółmi. Nigdy nie pomyślała, że coś mogłoby stanąć im na przeszkodzie. Nawet smoki. Wzięła do ręki krzesło i oparła je przy ścianie, obok łóżka Rena.
-Zostanę z nim. -szepnęła nie patrząc swoim przyjaciołom w oczy. Nadal miała czerwone ślady po słonych łzach. Nie myślała teraz o swoim bólu, które zadawały jej mięśnie, jak z resztą posiniaczone ciało. Liczyło się tylko to co było teraz. A teraz liczył się tylko on.
Czy to właśnie w takich chwilach człowiek odkrywa na czym lub na kim tak naprawdę mu zależy? Trudne chwile, są wiecznymi próbami przetrwania, które ukazują się w niespodziewanych momentach. Są nie tylko po to aby wbijać nam ostrza prosto w serce.
One są również po to abyśmy stali się silniejsi.
Silniejsi na wszystko co dobre i złe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz