piątek, 27 września 2013

Czekając na upragniony dzień

Szatyn niepewnie otwarł powieki bojąc się tego, co przed sobą ujrzy. Przeczuwał najgorsze. Wiedział, że mógł w tej chwili wąchać kwiatki od spodu przysypany stertą gruzu. Jednak otwarł oczy. To, co przed  sobą ujrzał na początku był idealnie biały sufit, od którego odpadała już farba. Zamrugał parę razy powiekami, mrużąc lekko oczy. Próbował ruszyć którąkolwiek kończyną, jednak piorunujący ból przy każdym najmniejszym drgnięciu był nie do zniesienia, toteż wkrótce całkowicie zaprzestał tej czynności. W tym momencie mógł tylko leżeć i czekać na cud. Sam do końca nie wiedział jaki, jednak zawsze trzeba mieć tą nadzieję.
- Ren? - Nagle usłyszał cichy, zachrypnięty głos. Mimo bólu, który ponownie dał o sobie znać przekręcił głowę na bok i ujrzał drobną postać rudowłosej dziewczyny o przenikliwie bladej cerze i podkrążonych oczach. Siedziała ona na drewnianym krzesełku, uważnie wpatrując się w niego błękitnymi oczami.
- Ayren. - Odetchnął z ulgą. - Jednak żyjesz, dzięki Bogu.
- Tak, żyję. - Szepnęła. - Ja.. Myślałam, że to ty...nie żyjesz... - Spuściła wzrok, wpatrując się we własne dłonie ułożone na kolanach.
- Dlaczego. - Odezwał się po chwili długiego milczenia. - Dlaczego ryzykowałaś własne życie! - Poderwał się gwałtownie, jednak zaraz tego pożałował, gdyż z jękiem opadł ponownie na poduszkę.
- Ren! Proszę, leż! - Prawie załkała czując się coraz gorzej. Cała ta kłótnia była tylko ciszą przed burzą, a ona już miała tego wszystkiego dość. To było tak przytłaczające, że sama nie wiedziała, co ma o tym wszystkim myśleć.
        W tym momencie do pomieszczenia weszły Rianna wraz z Keyli. Obje spojrzały się po sobie, a następnie posłały im delikatnie uśmiechy.
- Hej, jak tam, Ren? Lepiej się czujesz? - Zagadnęła Keyli, przystawiając drugie krzesełko i siadając na nim. Zielonooka postanowiła postać, więc podeszła tylko do łóżka.
- Tak, lepiej mu. - Odpowiedziała im Ayren.
- Czasami myślę, że jesteś bardziej nieostrożna niż Keyli! - Wtrącił się po chwili szatyn ciskając pioruny w rudowłosą.
- No ej no! - Burknęła Keyli z udawaną złością. - Przecież tak bardzo starałam się na tytuł "najbardziej nieostrożnej"...
- Więc ty jesteś bardziej nieostrożny ode mnie! - Wykrzyknęła Ayren jakby nie słuchając słów, które przed chwilą wypowiedziała blondwłosa. Gwałtownie wstała z krzesełka i wyszła z pokoju, trzaskając drzwiami.
- Ayren! - Krzyknęła za nią Keyli, jednak nic to nie poskutkowało.
- Daj spokój, spróbuję z nią pogadać. - W porę zatrzymała ją brązowowłosa i wybiegła z pomieszczenia wprost na mały korytarzyk, z którego schodami zbiegła na parter, a następnie wyszła na zewnątrz.
       Wychodząc wpadła wprost na czarnowłosego chłopaka, który kierował się w przeciwną stronę co ona. Zmierzył ją swoim chłodnym spojrzeniem od stóp do głów. Ria chciała to ukryć, jednak czuła się nieswojo, gdy jego wzrok przekłuwał ją na wylot.
- Prze- przepraszam... - Wydukała nerwowo. Nagle jej spojrzenie przykuł konwój jadący ulicami miasta.
- Reszta zwiadowców wróciła. - Odezwał się nagle Sean, mrużąc lekko oczy. - Jak zwykle wielu zginęło.
- Rozumiem... To.. Wielka strata. - Szepnęła po chwili.
- Co ty możesz o tym wiedzieć. - Prychnął pod nosem z irytacją.
- Ja? Nic. Dlatego właśnie chcę dołączyć do zwiadowców. - Wyznała po chwili. Chłopak spojrzał się na nią jak na istną wariatkę, która postradała zmysły.
- Żartujesz? Jesteś za słaba. Psychicznie jak i fizycznie. Zginiesz tam, nawet nie wyjeżdżając z miasta.
- Może ty tak sądzisz. Jednak nie widzisz moich uczuć, ani pragnień. Nie możesz tego odczuć, ani zobaczyć. Nie możesz zobaczyć serca, które co dzień widząc śmierć panoszącą się po ulicach krwawi. Człowiek, który nie ma duszy, nigdy tego nie zrozumie. Pewnie kiedyś nadejdzie taki dzień, w którym nie będziemy żałować niczego, ani nikogo, jednak na razie na taki dzień musimy poczekać. Dlatego właśnie.... Tutaj w tej chwili oświadczam ci, iż zostanę najlepszym zwiadowcą, jakiego kiedykolwiek widziałeś!!! - Wykrzyknęła mu prosto w twarzy czując jak wszystkie emocje tłumione w niej wybuchają. Sean spojrzał się na szatynkę z nieukrywanym zdziwieniem. Z jego twarzy jednak nie dało się wyczytać nic więcej. Żadnych zbędnych emocji, które zdradzałyby jego kolejne posunięcie. Nawet oczy nie dały rady go zdradzić.
- Rozumiem. - Rzekł po chwili chłodno. - Mam rozumieć zakład przyjęty.
- C-Co? - Wydukała, jednak on nie odpowiedział jej już ani jednym słowem. Po prostu wszedł do pomieszczenia w którym panował pół mrok i wspiął się na górę po schodach. Zielonooka jeszcze przez chwilę stała, nie mogąc odnaleźć się we własnych myślach. Nie zdążyło do niej jeszcze dojść to, co przed chwilę zrobiła. Jej słowa. Czuła, jakby na prawdę płynęły z głębi serca, a ona nie mogła tego ukryć. Odetchnęła głęboko parę razy i nie czekając dłużej ruszyła na poszukiwania rudowłosej.
        Znalazła ją dopiero przy wielkiej wierzbie nachylającej się nad kałużą własnych łez. Westchnęła i podeszła do niej wolnym krokiem.
- Odejdź. - Usłyszała krótką komendę, zanim zdążyła podejść znacznie bliżej.
- Ayren, proszę. Ja chcę tylko porozmawiać. - Nie zważając na protesty niebieskookiej usiadła obok niej.
- Słucham więc... - Odparła po chwili.
- Nie złość się na niego tak bardzo. On chciał dobrze. Naprawdę się o ciebie martwił. Gdybyś tylko widziała jego minę, gdy dowiedział się o tym, że wyjechałaś sama. Bez większego wahania pognał za tobą. Z tego co słyszałam, udało mu się nawet częściowo pokonać smoka, choć był bliski śmierci. Uratował cię.
- Wiem.. - Syknęła po chwili. - Ale ryzykował własne życie, rozumiesz!
- Wiem, co czujesz. Zależy mu na tobie i dlatego właśnie ryzykował własne życie. Daj mu trochę czasu, na pewno on sam też się w tym pogubił. Niech sobie wszystko na spokojnie wyjaśni. - Szatynka uśmiechnęła się delikatnie i poklepała rudowłosą po ramieniu.
- Ayren... Ja... Rozumiem twój ból. Wiem, jak to jest stracić rodziców...
- Co?! Skąd ty! - Wybuchła nagle spoglądając się wrogo na zielonooką, która jednak w porę ją uspokoiła.
- Ja... Również straciłam rodziców. Straciłam ich w wypadku samochodowym parę lat temu. To był dla mnie ogromny cios. Na dodatek stało to się tak szybko, że nawet nie zdążyłam się z niemi pożegnać. Wtedy pogubiłam się we wszystkim i czuję, że nadal nie mogę się odnaleźć. Jednak jakoś daję radę. Ty również dasz, wierzę w to. Jesteś silna, masz przyjaciół, którzy cię wspierają, oraz kochające osoby. Dasz radę. - Uśmiechnęła się ciepło.
- Dzięki, Rianna. - Odparła po chwili również posyłając jej delikatny uśmiech.
- Ależ nie ma sprawy. Mogę cię tylko prosić o jedną przysługę?
- Hm?
- Ja... - Zaczęła szatynka, która zacisnęła pięści spuszczając wzrok. - Chcę stać się silniejsza! Wyszkol mnie na zwiadowcę! - Wykrzyknęła po chwili. Ayren spojrzała się na nią zaskoczona, jednak rzekła po chwili.
- Niech będzie. Ostrzegam jednak, jestem bezlitosna.
- To nic. Jestem przygotowana na wszystko. Chcę zostać zwiadowcą.
I wygrać zakład...
       

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz